Wyniki
Zamknij

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Internetowa giełda długów

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Internetowa giełda długów

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Internetowa giełda długów

    Wall St.

    Parafrazując tytuł opowiadania Ernesta Hemingwaya „Stary człowiek i morze”, za najbardziej pasujący do niżej opisanej sytuacji, która miała miejsce kilka dni temu na nowojorskiej giełdzie, kiedy to notowania zarejestrowały spadek nie widziany tam od dwudziestu lat, uznałbym - „Jeden człowiek, a może”.

    Poniżej całkiem hipotetyczna rekonstrukcja zdarzeń:

     

    John Doe, w swoim nowojorskim biurze pojawił się, jak zwykle, około dziewiątej rano. Zgodnie z dobrze znanym schematem, włączywszy swój komputer, kroki skierował do ulubionej coffee machine, źródła mocodajnego napoju, maszyny której awaria byłaby jednym z najgorszych koszmarów które mógł sobie wyobrazić. Cierpliwie czekając, aż jego półlitrowy kubek wypełni się czarnym kolorem, w pamięci pojawił mu się obraz jednego z filmów, którego tytułu nie pamiętał. Jedyną sceną, która utkwiła mu w pamięci, co bynajmniej nie świadczy o jakimś głębokim przesłaniu dzieła, był Włoch pijący kawę w naczyniu wielkości dozownika do leków. Zastanawiał się przez chwilę, jaki sens ma przygotowanie kawy którą trudno rozłożyć na dwa łyki, czy jest to tylko zabawa czy może ma to jakikolwiek inny sens. Głębokie rozmyślania przerwał mu syczący dźwięk automatu informujący o tym, iż jego napój jest gotowy do spożycia i czeka na akcję użytkownika.

    Pokrzepiony napojem John, rzucił się w wir codziennych obowiązków polegający na jednoczesnym odczytywaniu maili i odbieraniu tylu telefonów ile tylko był w stanie. Zlecenia kupna i sprzedaży akcji prześcigały się nawzajem a John, jak setki innych maklerów, stojąc ze słuchawką w jednej ręce oraz nieco wymiętą kartką papieru w drugiej, wydzierał się jak oszalały do swoich kolegów po fachu, którzy robili dokładnie to samo. Dla przeciętnego ziemianina widok ten przypominał raczej wybuch szału albo paniki w zatłoczonym pomieszczeniu, dla wprawnego oka jednak było to nic innego jak normalny dzień maklera, na drugiej co do wielkości giełdzie na świecie. W tej sielskiej atmosferze czas mijał szybko i John nawet nie zauważył zbliżającej się godziny 2pm, czyli lunch time, czasu w którym przy budce z hot dogami, rozkoszując się doskonale przygotowaną bułką z parówką well-done i kubkiem Chatteu de Cola - rocznik 2010, może porozmawiać z przyjaciółmi o ostatnim meczu baseball’a, w którym San Francisco Giants rozgromiło Philadelphia Phillies.

    Zanim jednak opuścił swoje stanowisko na te piętnaście minut swobody i uciechy podniebienia, odebrał jeszcze ostanie typowe zlecenie, zlecenie które jak się niebawem okaże, zmieniło tego dnia finansowe oblicze Stanów Zjednoczonych i świata. Mail o następującej treści, brzmiał jak dziesiątki lub setki jemu podobnych, które bez przerwy lądowały na skrzynce john.doe613@wallst.com (numer 613 to tylko numer porządkowy nadany przez administratora, aby odróżnić użytkowników o tym samym imieniu i nazwisku pracujących w jednym budynku):

    “Hello Jonh,
    How are you?. Let’s just change some papers into money and spread a part, about 16 mil of Company 13 shares, now.

    Best regards
    Phil"

    „Company 13” to szyfr, każda firma miała swój kod, który znały tylko zainteresowane osoby, co zmniejszyć miało ryzyko przecieku lub przechwycenia wiadomości i uprzedzenia działań przez inną firmę, co miałoby oczywiście bardzo wymierne skutki finansowe.

    John, czując już smak hot-doga, pomyślał czy dzisiaj użyje sobie tylko musztardy, czy może zaszaleje, jak mu się czasem zdarza i doda również ketchupu. Myśli te jednak musiał odłożyć jeszcze na kilka minut, chciał bowiem dokonać właśnie zleconej transakcji jeszcze przez lunchem. Szybko wklepał zlecenie do systemu:

    1. company number: 13
    2. out: 16 000 000 000

    Kliknął OK i poprawiwszy swoje szelki, ruszył do budki z napisem “HOT DOGS - better than any other animals”. Chwila wahania i w końcu wybrał, parówka typu kabanos i musztarda z ketchupem, dzięki czemu poczuł się znowu wolny i szalony. Wykorzystał całe dziesięć minut, które pozwoliło w spokoju dopić swój litrowy kubek z Colą i pozostawiało sto dwadzieścia sekund na powrót do stanowiska pracy. Już wysiadając z windy na 65 piętrze the Trump Tower, wyczuł jakąś nerwowość w powietrzu, jakiś niepokojący powiew grozy. Zbliżając się coraz szybszym krokiem do swojego komputera, zaczepiony przez przebiegającego, również Johna Doe, usłyszał tylko, „John, what the fu…k is going on? Why didn’t you say a word?? Ooo Fu...k man!” (w wolnym tłumaczeniu: “co słychać? motyla noga!”)

    John nawet nie zdążył pomyśleć, kiedy odebrał telefon od Bena, swojego szefa i to co usłyszał sprawiło, że uprzednia wypowiedź Johna Doe wydawała się łagodna niczym kołysanka na dobranoc. Trzymając telefon na wyprostowanym ramieniu, w odległości około jednego metra od ucha, John słyszał dokładnie każde słowo i dźwięk wydawany przez Bena. Pytanie, „what’s it all about?” było co najmniej nie na miejscu i John miał całkowitą pewność, że ostatnie na co mógł teraz liczyć ze strony szefa, to łagodne wyjaśnienie przyczyn nieco podniesionego tonu, przy którym dźwięk wydawany przez rakietę podczas startu byłby tylko szmerem. W tym samym momencie, kątem oka zauważył wykres indeksu giełdowego, który sprawił że bezwiednie wypuścił z ręki swojego Blackberry. Wykres wyglądał jak strome zbocze skalne, po którym nawet najbardziej szaleni fani sportów ekstremalnych nie odważyliby się zjechać, była to niemal pionowa linia. Czegoś takiego jeszcze nie widział, giełda straciła na wartości 9%, słyszał tylko że coś podobnego wydarzyło się ponad dwadzieścia lat temu. Odzyskawszy świadomość podbiegł do tablicy notowań i zauważył, że przyczyną tego kataklizmu była nagła wyprzedaż ogromnej części akcji firmy, która w jego świadomości funkcjonowała jako „Company 13”, firmy której nazwa w tym momencie musiała być jedyną nazwą przewijającą się po głowie Barracka, śledzącego wskaźniki finansowe kraju na czele którego stał.

    Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Blad-maklera-czy-panika-Dow-Jones-przez-chwile-9-2-2137364.html

     Jedyne co wykrzyknął John biegnąc do swojego stanowiska, to „how the fu…k!”. Wpisawszy w pośpiechu login i hasło, zdał sobie sprawę, zauważył i zrozumiał, to wszystko było jego zasługą, to on około 25 minut temu chcąc wystawić na sprzedaż 16 milionów akcji, sprzedał ich nieco więcej, dokładnie 16 miliardów! Dzięki tej jednej transakcji, pomyślał z trudem ukrywając uśmiech, dzięki tym trzem zerom, zatrząsł całym finansowym światem i pomyślał, że jutro we wszystkich wiadomościach będzie to newsem i nawet w Polsce usłyszą o tym w porannych wiadomościach. Poczuł się panem świata, niczym Russel Crowe w filmie „A Good Year” i przystąpił do kupowania z rynku, dokładnie 15 984 000 000 akcji „Company 13”, których w tej chwili mógł stać się właścicielem przy znacznie niższym nakładzie środków niż przedtem.

    Dokonawszy transakcji, wcisnął reply to: Phillip B. i wklepał na swoim Mac Book’u:

    “hello Phil,
    As you can see it works. See you later at the squash club…

    Johnny”

    Zastanowił się jeszcze tylko, czy jeszcze kiedykolwiek uda mu się to powtórzyć, po czym wcisnął „1” na swoim telefonie i na wyświetlaczu pojawiło się „Boss”. Usławszy w słuchawce głos szefa, drżącym, niemal płaczliwym głosem wycisnął z siebie: „I know, it’s my mistake, I have no idea how it coud have happened”, sorry…

    Autor wpisu: 
    Bartosz Kmita
    Prześlij innym
    Oceń wpis:
    Ten wpis zdobył dotychczas następującą ilość punktów: 327
    Projekt i realizacja: direktpoint