Wyniki
Zamknij

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    Aktualności

    Opinie

    Nadchodzi rok prawdy

    Nasze nadzieje na stopniową poprawę koniunktury odkładamy na drugą połowę 2010 r., mówi Andrzej Bulanowski, dyrektor sprzedaży voestalpine Steel Service Center Polska.

    Wasi główni klienci cały czas walczą z problemami wynikającymi ze spadku koniunktury. Czy mocno odbija się to na waszej działalności?

    Motoryzacja i sektor AGD wyjątkowo dobrze przebrnęły przez ten trudny rok. W przypadku motoryzacji rządowe dofinansowania zakupów nowych samochodów na głównych, eksportowych kierunkach stanowiły bezcenną pomoc dla producentów ulokowanych w Polsce.
    Niestety tego samego nie można powiedzieć o szeroko rozumianym sektorze przemysłowym. Popyt na tym rynku wyraźnie zmalał. Producenci borykają się ze znacznym spadkiem portfela zamówień. Dla wielu rok 2010 to jeden wielki znak zapytania pod względem spodziewanej wielkości zamówień. Na to nakładają się trudności z płynnością finansową, restrykcyjna polityka instytucji finansowych czy niestabilna waluta. Ta sytuacja oczywiście nie pozostaje bez wpływu na naszą działalność. Staramy się jednak ciągle przeć do przodu w kierunku nowych rynków zbytu i dzięki temu udaje się nam minimalizować dolegliwości związane z osłabieniem rynku produkcji przemysłowej.

    Czy w zamówieniach składanych przez waszych klientów na 2010 r. widać już sygnały ożywienia w gospodarce?

    Niestety nie. Wręcz przeciwnie. W naszej ocenie dopiero rok 2010 będzie okresem prawdy dla wielu naszych klientów. Optymistyczne wypowiedzi dystrybutorów stali wywołane ożywieniem na rynku prętów budowlanych mają się nijak do sektora wyrobów płaskich, stanowiącego ponad połowę konsumpcji stali w Polsce. W inwestycjach infrastrukturalnych wyroby płaskie mają bardzo ograniczone zastosowanie. Nasze nadzieje na stopniową poprawę koniunktury odkładamy na drugą połowę 2010 r.

    Jesteście jednym z wiodących stalowych centrów serwisowych w Polsce. Jaki dokładnie jest wasz udział w rynku?

    Sami sobie zadajemy to pytanie. Do tej pory nie udało się nam dotrzeć do jakichkolwiek publikacji instytucji zrzeszających producentów czy dystrybutorów stali, które podjęłyby się rzetelnej i kompletnej inwentaryzacji polskiego rynku wyrobów płaskich. Nie odnaleźliśmy żadnych opracowań nawet na temat zakresów asortymentowych i zdolności produkcyjnych zlokalizowanych w Polsce, poszczególnych centrów serwisowych blach. Dostępne powszechnie dane mogą prowadzić do mylnych wniosków. Wielu oferentów stali ma charakter wieloproduktowy (nie tylko wyroby płaskie, ale również kształtowniki, pręty, rury itd.) i w publikowanych informacjach nie rozdziela poszczególnych asortymentów. Nie należy tu również zapominać o imporcie konfekcjonowanego materiału, napływającego do Polski z sąsiednich rynków.
    Jak więc wiarygodnie ocenić udział rynkowy centrum serwisowego wyrobów płaskich? Może czas po temu by PUDS, jako wiodąca w branży instytucja, podjęła się zadania inwentaryzacji tego rynku? Wynik takiego pełnego, kompleksowo przeprowadzonego badania będzie cenną pomocą dla członków organizacji, nie tylko w ocenie ich miejsca na rynku ale przede wszystkim przy podejmowaniu ewentualnych decyzji odnośnie rozwoju mocy produkcyjnych czy też zakresu asortymentowego, w którym chcą się ulokować.

    W 2009 r. rynek, na którym działacie z pewnością się skurczył. Ile jest on obecnie wart?

    Jeśli zestawimy tonaż sprzedany w roku 2008 i ten osiągnięty w 2009 r. trudno mówić o kurczeniu się naszego rynku. Z całą pewnością nastąpiło przesunięcie tonażu pomiędzy poszczególnymi grupami odbiorców. Nasza aktywność w kierunku poszukiwania nowych klientów pomogła w wypełnieniu ewentualnych luk. Paradoksalnie wartość naszego rynku wzrosła w 2009 roku.

    W jakim kierunku zmierzać będzie polski rynek stalowych centrów serwisowych? Czy należy się spodziewać jego konsolidacji?

    Należy tutaj wrócić do podstawowych pytań. Jaki naprawdę jest ten rynek? Jaki ma potencjał produkcyjny? W jakim procencie ten potencjał zaspokaja rzeczywiste zapotrzebowanie na wyroby płaskie? Patrząc z boku na polski rynek można czasem odnieść wrażenie, że każdy kto sprzedaje blachy stalowe odczuwa dyskomfort, jeśli nie zainwestuje w maszynę do ich konfekcjonowania. To czasami przypomina zakup browaru w celu konsumpcji piwa do kolacji. Efektem takich inwestycji jest pogoń za usługami na rzecz innych podmiotów, dla zapewnienia jako-takiego obłożenia zakupionym maszynom i rozłożenia kosztów na jak największy tonaż.
    Jakie są tego konsekwencje? Ceny oferowanych na rynku usług serwisowych lądują poniżej poziomu ich rzeczywistych kosztów a jakość ich wykonania jest w wielu wypadkach co najmniej wątpliwa. Długofalowy efekt takiej strategii jest łatwy do oszacowania. Czy lekarstwem jest tu konsolidacja z innym podmiotem? Jakiego efektu synergii należałoby się w jej efekcie spodziewać? Rozwój mocy produkcyjnych np. poprzez konsolidację przy jednoczesnej redukcji kosztów każdej z konsolidujących się stron znajduje uzasadnienie w przypadku, gdy zapotrzebowanie rynkowe przewyższa dostępne zasoby. Trudno się oprzeć wrażeniu, że sytuacja w Polsce w chwili obecnej jest dokładnie odwrotna.

    Jakie są wasze plany, również te inwestycyjne, dotyczące polskiego rynku?

    voestalpine SSC Polska prowadzi działalność operacyjną zaledwie trzy lata. Jesteśmy w trakcie rozbudowy naszego portfela klientów i dysponujemy zapasem mocy produkcyjnych. Bacznie przyglądamy się polskiemu rynkowi i rozważamy różne możliwości. Doświadczenia ostatnich dwóch lat skłaniają do dużej rozwagi w odniesieniu do podejmowanych decyzji, w tym inwestycyjnych. Obecnie wszystko pozostaje otwarte.

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie
    voestalpine Steel Service Center Polska z siedzibą w Tychach to spółka zależna firmy voestalpine Stahl Service Center GmbH należącej do austriackiego koncernu voestalpine. Tyski zakład to wyspecjalizowane stalowe centrum serwisowe i logistyczne o potencjale przetwórczym wynoszącym 150 tys. ton rocznie.
     

    Inwestycje zaczynają nakręcać popyt

    W przyszłym roku konsumpcja stali budowlanej w Polsce wzrośnie o około 20 proc., do 1 mln ton, mówi Robert Wiącek z zarządu firmy Stal Service, przewodniczący Komisji Prefabrykacji Zbrojeń Budowlanych PUDS.

    W czerwcu w rozmowie z naszym portalem przekonywał Pan, że stopień wykorzystania mocy przetwórczych polskich zbrojarni wyniesie w 2009 r. ok. 55 proc. Czy prognozy te się sprawdziły?

    Jeżeli chodzi o cały polski rynek, czyli zbrojarnie zrzeszone w Polskiej Unii Dystrybutorów Stali oraz wszystkie inne zakłady, to wskaźnik ten, jest bliski prawdy, bo moim zdaniem zamknie się na poziomie od 55 do 60 proc. Natomiast jeśli mówimy wyłącznie o zakładach zbrojarskich będących członkami PUDS, to wynik ten będzie wyższy i wyniesie ponad 60 proc. Zdecydowanie dobrze świadczy to o firmach zrzeszonych w naszej organizacji. Widać, że dynamika pozyskiwania zleceń jest u nas lepsza niż w pozostałej części rynku; może dlatego że w naszej asocjacji są głównie większe podmioty.

    Swojego czasu komisja, którą Pan kieruje podjęła starania, aby wyeliminować zjawisko oferowania na rynku cen na zbrojenia budowlane poniżej ich kosztów wytworzenia. Czy przyniosło to efekt ?

    Niestety, musimy się przyznać do częściowej porażki. Komisja Prefabrykacji Zbrojeń Budowlanych PUDS poprzez monitorowanie rynku podjęła działania mające na celu wyeliminowanie niepożądanych zjawisk. Jednak po pierwszych zgłoszeniach środowisko przestało być aktywne jeżeli chodzi o informowanie na temat interesujących nas praktyk. A jeśli nie mamy konkretnych przykładów, to nie mamy się do czego odnosić.

    Moim zdaniem jednak sam monitoring przyczynił się do poprawy sytuacji w tej kwestii, być może tylko w krótkim okresie, ale zawsze.
    Komisja stara się edukować środowisko oraz wskazywać problemy i niebezpieczeństwa związane ze specyfiką naszego biznesu, jednak za każdym razem stosowne decyzje biznesowe podejmują właściciele, względnie zarządy poszczególnych firm. Nie możemy narzucać firmom zrzeszonym w naszej organizacji polityki w zakresie ofertowania, podpisywania poszczególnych zleceń i umów, które bardzo często są umowami wybitnie jednostronnymi. Dalej mamy do czynienia ze zjawiskami irracjonalnymi podejmowanymi przez uczestników rynku. Sytuacja ta, nie jest korzystna dla samych firm, dla całej naszej branży, a w dłuższym okresie również dla naszych klientów.

    Czy druga połowa roku przyniosła wzrost popytu na zbrojenia budowlane?

    Zdecydowanie tak. Widzimy to po wskaźnikach wykorzystania mocy produkcyjnych przez zbrojarnie zrzeszone w PUDS. Z każdym miesiącem rusza coraz więcej projektów infrastrukturalnych, które coraz częściej przechodzą w faktyczną fazę produkcji budowlanej. Zauważalne jest także lekkie budzenie się rynku deweloperskiego. Największe firmy z tego sektora w ostatnich tygodniach zdecydowały aktywować wcześniej wstrzymane inwestycje. Według ostatnich prognoz konsumpcja stali budowlanej spadnie w tym roku do 850 tys. ton, czyli o ponad 30 proc. licząc rok do roku. W przyszłym roku przewiduję wzrost o około 20 proc., do 1 mln ton.

    Jak, Pana zdaniem, wyglądać będzie przełom roku w branży. Czy zbliżamy się do wyraźnego przełamania negatywnego trendu, czy jest jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić?

    Trzeba przyznać, że skutki kryzysu w naszej branży nas zaskoczyły. Opinie, że to już jego koniec mogą okazać się przedwczesne. Musimy zwrócić też uwagę, iż w coraz większym stopniu jesteśmy rynkiem globalnym a nie lokalnym. Z drugiej strony dane o produkcji budowlano-montażowej w Polsce za pierwsze trzy kwartały tego roku mówią o zastanawiająco małym spadku rok do roku i o zdecydowanie lepszych prognozach na nadchodzące lata. Na pewno trzeba być optymistą, ale twardo stąpającym po ziemi.

    Rozmawiała: Magdalena Czekańska

    Informacje o firmie
    Stal Service powstał w 1998 r., jako pierwszy w pełni profesjonalny zakład produkujący zbrojenia budowlane w Polsce. Spółka ma na swoim koncie realizację wielu spektakularnych projektów, m.in. biurowiec „Metropolitan" w Warszawie, „Galerię Łódzką", „Warszawskie Centrum Finansowe", Centrum handlowe „Złote Tarasy" w Warszawie, centrum handlowe „Arkady Wrocławskie", czy „Stary Browar"
    w Poznaniu oraz wiele projektów infrastrukturalnych. Zdolności przetwórcze spółki wynoszą ponad 60 tys. ton stali rocznie.

     

    Uratowało nas budownictwo indywidualne

    Na tle innych państw z naszej części Europy Polska wypada korzystnie, mówi Stanisław Tytz, prezes Plannja sp. z o.o.

    Dobiega końca rok 2009, przez wielu przedstawicieli branży stalowej określany jako najtrudniejszy w historii. Przychyla się Pan do tej opinii?

    Niewątpliwie tak. Załamanie na rynku było widoczne już w czwartym kwartale 2008 r. Pierwsze miesiące tego roku przyniosły pogłębienie niekorzystnych tendencji. Nasza firma poradziła sobie w tym okresie nie najgorzej. Stało się tak dlatego, że jesteśmy nastawieni głównie na obsługę budownictwa indywidualnego. A te, mimo kryzysu, znajduje się w całkiem dobrej kondycji.
    Niemal wstrzymane zostały natomiast projekty realizowane przez deweloperów oraz te związane z budownictwem przemysłowym. Choć i to się zmienia. Dochodzi do nas coraz więcej sygnałów, że zamrożone dotąd inwestycje są wznawiane.

    Plannja Polska to część międzynarodowej grupy. Jak ocenia Pan sytuację na naszym rynku w porównaniu z innymi, na których obecny jest koncern?

    Działamy głównie w Skandynawii oraz na rynkach Wschodniej i Centralnej Europy. Na ich tle Polska wypada korzystnie. Nie najgorzej sytuacja przedstawia się również w Czechach i – co interesujące – na Białorusi. Reszta państw, z Ukrainą na czele, znajduje się w wyraźnym dołku.

    Kiedy, Pana zdaniem, koniunktura gospodarcza w Polsce na trwałe się poprawi?

    Nie można dziś jednoznacznie stwierdzić kiedy i czy w ogóle dojdzie do poprawy. Zależy to od zbyt wielu czynników, jak np. stanu finansów publicznych, tego jak kształtować się będzie bezrobocie, czy banki rozluźnią politykę kredytową dla firm, a także jaki będzie ogólny nastrój do inwestowania w naszym kraju.
    Obecnie można jedynie zaryzykować tezę, że w 2010 r. pojawią się pierwsze oznaki ożywienia, a rok później rozwój gospodarczy nabierze tempa. Z pewnością pozytywnym impulsem dla gospodarki będą organizowane w Polsce mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012.

    W 2007 r. otworzyliście nową fabrykę w Warszawie. Jakie jest jej obecne wykorzystanie?

    Zakład pracuje na ok. 70 – 80 proc. swoich mocy. Przetwarzamy blachy, które niemal w całości pochodzą ze szwedzkich hut należących do koncernu. Produkujemy zarówno na potrzeby krajowe, jak i na eksport. Wyroby z Warszawy sprzedawane są w Skandynawii oraz innych krajach, w których Plannja jest obecna.

    Czy w najbliższym czasie planujecie jakieś znaczące inwestycje w Polsce?

    Chcielibyśmy rozwinąć produkcję w naszym zakładzie. Realizacja projektów z tym związanych uzależniona jest od koniunktury w gospodarce oraz wewnętrznej polityki koncernu. Zakłada ona optymalizację kosztów produkcji. Między innymi dlatego Plannja przenosi część mocy wytwórczych ze Szwecji do Rumunii. Jeżeli okaże się, że również w Polsce nowe inwestycje mają uzasadnienie ekonomiczne, to z pewnością zostaną zrealizowane.

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie
    Plannja sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie powstała w 2000 roku na bazie przejętej firmy Sova Profil. Spółka należy do szwedzkiego producenta wyrobów stalowych dla budownictwa Plannja AB, wchodzącego w skład światowego koncernu stalowego SSAB. Plannja oferuje blachy dachówkowe, systemy orynnowania wykorzystywane w budownictwie jednorodzinnym, jak również blachy konstrukcyjne, elewacyjne oraz dachowe wykorzystywane do budowy obiektów o dużej kubaturze (hale sportowe, magazynowe, stadiony).

     

    Już w przyszłym roku odczujemy wyraźną poprawę

    Obecna, trwająca od kilku tygodni korekta cen stali budowlanej ma bardziej psychologiczne, niż realne i ekonomiczne uzasadnienie, mówi Robert Wojdyna, prezes Konsorcjum Stali.

    W połowie tego roku rodzimi dystrybutorzy stali zapowiadali, że w III i IV kwartale poprawią wyniki finansowe. Dotrzymacie słowa?
     
    Zgodnie z przewidywaniami wyniki publikowane przez spółki giełdowe z sektora budowlanego i hutnictwa za III kwartał są lepsze niż w I półroczu, lepsze nawet od prognoz. To jest pozytywny sygnał, ale nie na tyle silny by pokazać już trwały i pozytywny trend. W mojej ocenie jest to jedynie korekta. Czeka nas trudna zima, tradycyjne zmniejszenie zapotrzebowania na stal budowlaną. Firmy muszą się liczyć z ciężką końcówką IV kwartału i trudnym I kwartałem przyszłego roku. 
    Mimo wszystko jestem optymistą, realnie oceniam zagrożenia , ale widzę też szanse w spodziewanym ożywieniu w budownictwie infrastrukturalnym. Niestety to ożywienie cały czas oddala się w czasie. Poza barierami biurokratycznymi, największym problemem może się stać finansowanie inwestycji. Myślę jednak, że spodziewany boom w infrastrukturze rozpocznie się już w roku 2010 i trwale zafunkcjonuje w latach późniejszych. Dopiero wtedy będzie można mówić o sukcesach finansowych firm dystrybucyjnych.
     
    W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z korektą cen wyrobów stalowych. Jak długo może ona potrwać?
     
    Obecna, trwająca od kilku tygodni korekta in minus cen stali budowlanej ma bardziej psychologiczne, niż realne i ekonomiczne uzasadnienie. Wszyscy myślą, że listopad i grudzień to czas na pewny spadek cen, więc wygląda na to, że obecne obniżki są samospełniającą się przepowiednią. Tak naprawdę nie ma to większego ekonomicznego uzasadnienia – magazyny dystrybutorów są puste, koszty produkcji stali wysokie, cena złomu również na wysokim poziomie, prognozy dla budownictwa optymistyczne, więc co się dzieje? Myślę, że powodem tej sytuacji jest strach, że ceny stali mogą być jeszcze niższe. Sprawia on, iż hurtownicy wyprzedają magazyny nawet ze stratą.
    W mojej ocenie jesteśmy już na dnie, doszliśmy do poziomu zupełnie nieakceptowanego przez producentów, dlatego obecne ceny stali budowlanej są nie do utrzymania. Przez najbliższe kilka, a nawet kilkanaście miesięcy należy się spodziewać sporej nerwowości na rynku, ale amplituda wahań będzie się zmniejszać. Producenci szukają innych rynków zbytu, coraz więcej deweloperów informuje o uruchomieniu zamrożonych projektów mieszkaniowych, szykuje się boom w infrastrukturze, więc nie sądzę, żeby obecna korekta cen była trwała. 
     
    Jest spora szansa, że w 2010 r. nałożą się dwa czynniki korzystnie wpływające na koniunkturę w branży stalowej – odżyje budownictwo mieszkaniowe oraz nastąpi kumulacja inwestycji infrastrukturalnych. Czy Konsorcjum Stali w jakiś szczególny sposób przygotowuje się na te wyzwania?
     
    Od dwóch lat jesteśmy przygotowani do bardzo intensywnej pracy na potrzeby budownictwa infrastrukturalnego i mieszkaniowego. Mamy cztery zakłady produkujące zbrojenia budowlane, ogólnopolską sieć sprzedaży liczącą kilkanaście punktów, nie ma więc szans, żeby ożywienie na rynku nas zaskoczyło.
     
    Wiele się mówi o konsolidacji firm działających na rynku zbrojarskim. Czy tendencja ta jest już widoczna?
     
    To, co obserwujemy, to zakusy ze strony niektórych dużych firm, by wykorzystywać mniejsze zbrojarnie do poprawienia własnej rentowności. Część producentów podzleca mniejszym, pozostającym w trudnej sytuacji zakładom produkcję zbrojeń w bardzo niskich cenach. Trudno jest nazwać takie zjawisko konsolidacją. Myślę, że na prawdziwą konsolidację kapitałową przyjdzie jeszcze czas.
     
    Rozmawiał: AML
     
    Informacje o firmie
    Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych oraz jedną z największych firm zajmujących się dystrybucją wyrobów hutniczych w Polsce. Sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w zakładach zlokalizowanych w Poznaniu, Warszawie-Bielanach, Warszawie-Rembertowie, Warszawie-Ursusie i Wrocławiu. Dysponują one łącznymi mocami produkcyjnymi wynoszącymi ok. 14 tys. ton zbrojeń budowlanych miesięcznie.

    Czas pomyśleć o rozwoju

    Większość zaplanowanych na 2009 r. projektów inwestycyjnych trafiła do szuflady. Obecnie na nowo się im przyglądamy – mówi Wiesław Mieczkowski, prezes spółki MG Murbet.

    Jesteśmy w połowie ostatniego kwartału tego roku. Czy dziś można już powiedzieć, że negatywny trend w gospodarce oraz samej branży stalowej się odwraca?

    W tej części branży, która związana jest z dystrybucją i przetwórstwem wyrobów płaskich odbicie koniunktury nastąpiło już w połowie roku. Od tego momentu do dziś ceny blach systematycznie rosną. Oczywiście sytuacja daleka jest od stanu, jakiego byśmy oczekiwali, jednak z pewnością druga połowa roku to okres wychodzenia branży z kryzysu. Zauważalny jest wzrost zapotrzebowania na stal, szczególnie wyroby płaskie. Tendencja ta powinna się utrzymywać w kolejnych miesiącach, a od czerwca 2010 r. branża może liczyć na dynamiczny rozwój.
    Wcześniej jednak czeka nas tradycyjne zimowe ograniczenie popytu. Chciałbym wyrazić nadzieję, że producenci wyrobów płaskich poważnie zastanowią się zanim podejmą decyzję o obniżce cen; aby w pogoni za pojedynczymi zamówieniami nie zainicjowali kolejnego załamania na rynku. Chaotyczne i często niezrozumiałe działania producentów zazwyczaj powodują ograniczenie zamówień ze strony dystrybutorów, którzy wolą konsumować własne zapasy. Wzrasta też aktywność rynku w poszukiwaniu surowca z alternatywnych źródeł. Trzeba pamiętać, że średni poziom zapasów zgromadzonych przez przetwórców i dystrybutorów (a po okresie wzrostu cen jest on z reguły wysoki) zaspokaja ich wielomiesięczne potrzeby; łączna wielkość wspomnianych zapasów stanowi kilkumiesięczne zdolności produkcyjne niejednej huty.
    Najbardziej oczekiwanym przez rynek rozwiązaniem jest stabilizacja polityki sprzedażowej producentów. Skorzystają na tym oni sami, jak i dystrybutorzy, przetwórcy oraz odbiorcy końcowi wyrobów stalowych. 

    Jaki był 2009 rok z punktu widzenia spółki MG Murbet? Czy kryzys mocno odbił się na waszych wynikach?

    Po pierwszym półroczu ilościowy spadek sprzedaży spółki wyniósł 20 proc. Szacujemy, że w całym roku będzie to ok. 15 proc. Bardzo prawdopodobne, że mimo złej sytuacji na rynku na koniec 2009 r. odnotujemy kilkumilionowy zysk netto.
    Nie oznacza to, że kryzys nas nie dotknął. Szczęśliwie jednak udało się nam dokonać zmian w funkcjonowaniu firmy, które dostosowały ją do aktualnej sytuacji na rynku. Obcięliśmy zbędne koszty, uporządkowaliśmy też podstawowe procesy działalności, np. te związane z wyceną oferowanych przez nas wyrobów. Co ważne utrzymaliśmy poziom zatrudnienia. Spadły jednak wyraźnie nakłady na inwestycje. W 2008 r. na ten cel wydaliśmy ponad 16 mln zł, w tym roku będzie to jedynie kilka milionów złotych. Większość zaplanowanych projektów trafiła do szuflady. Obecnie na nowo się im przyglądamy i na przełomie roku zdecydujemy, które z inwestycji i kiedy zostaną zrealizowane. Planowane projekty dotyczą głównie rozbudowy parku maszynowego oraz rozwinięcia produkcji nowych wyrobów.

    MG Murbet jest jednym z największych niezależnych serwisów stalowych w Polsce. Jakie są, Pana zdaniem, perspektywy dla tego typu zakładów?

    Coraz więcej wyrobów płaskich sprzedawanych w Polsce trafia na rynek w formie przetworzonej. Oznacza to, że przeszły przez stalowe centra serwisowe (SCS). Potencjał rozwoju tego typu zakładów jest spory. SCS inwestują w profesjonalne linie do przetwarzania stali, których zdolności przewyższają potrzeby pojedynczych klientów. Tym samym zwiększają swoją konkurencyjność. W efekcie końcowym odbiorcom nie opłaca się zajmować przetwórstwem na własną rękę.
    Polski rynek SCS nie jest nazbyt rozdrobniony. Działa na nim kilka znaczących serwisów oraz kilka mniejszych podmiotów. Dzieje się tak dlatego, gdyż uruchomienie centrum serwisowego blach wiąże się ze znaczącymi nakładami na inwestycje. Poza tym dochodzą koszty związane z utrzymywaniem stosunkowo wysokich stanów magazynowych, tak aby zapewnić szybką realizację zamówień składanych przez klientów.
    Nie wszystkie firmy są w stanie sprostać tym wyzwaniom. Tym bardziej, że moce przerobowe rodzimych centrów serwisowych znacznie przekraczają potrzeby rynku. Dlatego niewykluczone, że nasz sektor ulegnie jeszcze większej konsolidacji. Nie sądzę jednak, żeby do przejęć dochodziło teraz, gdy wszyscy odczuwają skutki kryzysu. W takich warunkach trudno o porozumienie między kupującym a sprzedającym.

    Waszymi odbiorcami są firmy przemysłowe z branży motoryzacyjnej, metalowej, budowlanej, AGD. Przedsiębiorstwa te najbardziej ucierpiały z powodu kryzysu…

    To prawda. Odbiło się to również na naszej działalności. Najgorszy pod względem zamówień był przełom 2008 i 2009 r. Spadły one w tym czasie nawet o połowę. Trudny był także pierwszy kwartał tego roku. Jednak od lipca popyt powoli, ale systematycznie rośnie. Uważam, że po okresie zimowym dynamika wzrostu popytu ulegnie znacznej poprawie, a z końcem 2010 roku rynek się odbuduje.

    Czy któraś z branż jest pod tym względem liderem?

    Trudno znaleźć jakiekolwiek prawidłowości, które odnosiły by się do całych sektorów gospodarki. W każdej firmie sytuacja jest inna. Są podmioty, które utraciły niemal wszystkie dotychczasowe zamówienia, a inne, z tej samej branży, zachowały swój portfel w 100 procentach.

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie
    Działający od 2001 r. MG MURBET to jeden z największych przetwórców blach w Polsce. Moce przerobowe zakładu sięgają 200 tys. ton rocznie. Spółka produkuje m.in. taśmy, formatki i przygotówki cięte na wymiar. Wyroby te powstają z blach stalowych zimno- i gorącowalcowanych, ocynkowanych, powlekanych oraz aluminiowych. MG MURBET zajmuje się również produkcją, stosowanych w budownictwie, profili do suchej zabudowy. 
     

    W przyszłym roku koniunktura może gwałtownie odbić

    Po zakończeniu kryzysu spodziewamy się wysypu zamrożonych do tej pory projektów inwestycyjnych – mówi Mariusz Grzelczak, prezes firmy Dar-Pol-Stal.

    Działacie na rynku od niemal 15 lat. Wasza marka nie jest jednak powszechnie rozpoznawalna.

    Nasza firma znana jest głównie wśród producentów oraz odbiorców wyrobów specjalistycznych. Skupiamy się na dystrybucji rur żaroodpornych, wytrzymujących temperaturę do 1100°C. W tym sektorze jesteśmy niemal monopolistą. Jako jedyna firma w Polsce dysponujemy składem tego typu asortymentu.

    Kim są wasi główni odbiorcy?

    Są to duże przedsiębiorstwa przemysłowe, np. koksownie, huty, elektrownie, stocznie, przemysł spożywczy, rafineryjny, wydobywczy. Towar sprowadzamy od producentów zachodnioeuropejskich oraz z Chin i Ukrainy. Z tego ostatniego kraju sprzedajemy w Polsce ok. 100 ton rur żaroodpornych rocznie.

    Kryzys gospodarczy najmocniej dotknął właśnie przemysł. Czy to nie odbiło się na waszej działalności?

    To prawda, że w 2009 r. spadły przychody, jak i zyski spółki. Jednak charakter przedsiębiorstw, z którymi współpracujemy daje nam też pewne bezpieczeństwo. Bazujemy na firmach, które niezależnie od koniunktury gospodarczej muszą systematycznie modernizować swój park maszynowy, gdyż inaczej nie byłyby w stanie funkcjonować. Mówię tu np. o przemyśle górniczo-hutniczym, czy też rafineryjnym. W czasie spowolnienia gospodarczego nasi klienci zamrozili jedynie te inwestycje, które nie były konieczne. To stwarza nam ogromne możliwości na przyszłość. Gdy koniunktura się odwróci, co powinno nastąpić na początku 2010 r., spodziewamy się wysypu projektów inwestycyjnych. Zamierzamy na tym skorzystać. Już teraz zapełniamy magazyny odpowiednim asortymentem, aby być przygotowanym na szybką realizację zamówień.

    A jak wyglądają plany inwestycyjne związane z rozwojem waszej firmy?

    Jeszcze w 2008 r. kupiliśmy działkę o powierzchni 1,5 ha. Zamierzamy na niej wybudować zakład, w którym przetwarzać będziemy składowany w magazynach towar. Nie najlepsza sytuacja rynkowa wymusiła na nas wstrzymanie tej inwestycji. Jej koszty szacujemy na ok. 10 mln zł. To dla nas spory wydatek, dlatego czekamy na lepszą koniunkturę. Do realizacji tego projektu zamierzamy też pozyskać fundusze unijne, a procedura z tym związana wymaga czasu. Dlatego inwestycja ruszy najprawdopodobniej na przełomie 2010 i 2011 r.

    Dar-Pol-Stal to dystrybutor stali, który skupia się na działalności w jednej, wybranej niszy rynkowej. To ryzykowna strategia. Coraz popularniejsza jest bowiem teza, że szansę na przetrwanie mają jedynie duże, dysponujące silnym zapleczem przedsiębiorstwa.

    Moim zdaniem teza ta nie jest do końca prawdziwa. Polski rynek rządzi się innymi prawami niż rynki innych krajów europejskich. Dla przykładu – tylko w naszym najbliższym otoczeniu funkcjonuje ok. 20 firm zajmujących się dystrybucją stali. Wszystkie one radzą sobie nie najgorzej. Tego typu rozdrobnienie w części wynika z charakteru Polaków. Wielu z nas woli działać samodzielnie niż w grupie.
    W przyszłości spodziewam się dwóch tendencji – duże grupy stalowe będą starały się konsolidować wokół siebie inne przedsiębiorstwa; równolegle jednak świetnie rozwijać się będą mniejsze, wyspecjalizowane w danej dziedzinie firmy.

    Rozmawiał: AML

    Informacje o firmie
    Dar-Pol-Stal z Tarnowskich Gór to firma powstała w 1995 r. Od samego początku zajmuje się handlem wyrobami hutniczymi. Obecnie specjalizuje się w sprzedaży stali żaroodpornych, kwasoodpornych, nierdzewnych, jakościowych oraz odkuwek. Dar-Pol-Stal był wielokrotnie nagradzany wyróżnieniem przyznawanym przez dziennik „Puls Biznesu” najdynamiczniej rozwijającym się firmom w kraju.
     

    Jest coraz więcej powodów do zadowolenia

    Na tle innych krajów europejskich wciąż wypadamy korzystnie – mówi Robert Iwachów, dyrektor oraz pełnomocnik zarządu firmy Roba Metals Polska, która we wrześniu tego roku została członkiem PUDS.

    Jesteście obecni na polskim rynku od pięciu lat. Jaką pozycję na nim zajmujecie?

    Naszym planem było wejście do pierwszej piątki największych firm z sektora, w którym działamy – sprzedawców blach ze stali nierdzewnej. I to się nam udało. Z pewnością jesteśmy przedsiębiorstwem rozpoznawalnym zarówno przez dostawców, jak i odbiorców wyrobów stalowych.
    Decyzja o wstąpieniu do PUDS to naturalna konsekwencja rozwoju firmy. Po kilku latach obecności na rynku postanowiliśmy zacieśnić nasze relacje z dotychczasowymi partnerami – innymi firmami dystrybucyjnymi. Mówiąc obrazowo: po okresie narzeczeństwa przyszedł czas na sformalizowanie związku.

    Roba Metals Polska to część międzynarodowej grupy. Jak ocenia Pan sytuację na naszym rynku w porównaniu do innych, na których obecny jest koncern?

    Ostatnie kilka miesięcy były dla naszej firmy korzystne. We wrześniu zanotowaliśmy sprzedaż zbliżoną do ubiegłorocznej. Z jednej strony był to efekt rosnących cen stali, ale z drugiej – skutek dynamicznego rozwoju firmy.
    Biorąc pod uwagę nasze wyniki można stwierdzić, że Polska na tle takich krajów, jak Holandia, Belgia, Wielka Brytania czy Szwecja, na których działa Roba Metals, wypada korzystnie. Na pewno nie mamy powodów do niezadowolenia.
    Przeszliśmy przez kryzys nie doznając zbyt dużych ran. Dowodem na to jest fakt, że w tym roku nie zwolniliśmy ani jednej osoby z przyczyn ekonomicznych; nie przeprowadziliśmy również redukcji płac. Nasze centrum serwisowe w Stanowicach pod Wrocławiem pracuje pełną parą – na dwie a nawet trzy zmiany.

    Wspomniane przez Pana centrum serwisowe działa od 2006 r. Czy planujecie podobne inwestycje w innych częściach kraju?

    Na razie skupiamy się na rozwoju istniejącego już zakładu. Zamierzamy zwiększyć jego powierzchnię magazynową. Poza tym musimy rozbudować nasze biura i pomieszczenia socjalne. Planowano je zakładając, że w firmie pracować będzie ok. 20 osób. Tymczasem dziś zatrudniamy już ok. 70.
    Poza tym zamierzamy inwestować w rozwój sieci handlowej w całym kraju. Będzie się to wiązało ze zwiększeniem ilości przedstawicielstw handlowych oraz zacieśnieniem współpracy z innymi dystrybutorami stali oraz dużymi odbiorcami końcowymi.

    Czy zacieśnienie współpracy, o którym Pan mówi może się wiązać z połączeniami kapitałowymi z innymi spółkami?

    Nie rozważaliśmy jeszcze takiej możliwości. Faktycznie jednak polski rynek dystrybucji stali czeka konsolidacja. Dziś jest on niezwykle rozdrobniony. Kryzys pokazał, że nie wszyscy są w stanie sprostać konkurencji. Największe problemy mają przedsiębiorstwa bez odpowiedniego zaplecza finansowego oraz organizacyjnego. Część z nich, na przykład te, które dysponują rozbudowaną siecią handlową stanie się celem ewentualnych przejęć.

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie
    Roba Metals Polska specjalizuje się w dystrybucji blach ze stali nierdzewnej oraz powlekanych. Spółka działa od 2005 r., jej siedziba mieści się w Stanowicach k. Oławy (woj. dolnośląskie). Roba Metals Polska to część działającej od niemal 70. lat grupy, która powstała w Holandii. Początkowo firma zajmowała się recyklingiem stali. W 1949 r. uruchomiono dział handlu stalą, a w 1983 r. ruszył departament zajmujący się jakościową stalą nierdzewną. Dziś Roba Metals funkcjonuje na międzynarodowym rynku stali i metali kolorowych.

    Czekamy na nowe inwestycje

    Koniec kryzysu będzie można ogłosić dopiero, gdy znów zapełnią się place budów, mówi Krzysztof Pruszyński, właściciel grupy Pruszyński

    Branża budowlana, z którą jesteście mocno związani, szczególnie boleśnie odczuła skutki kryzysu. Jak to wpłynęło na waszą działalność?

    Kryzys zaczął być widoczny już w ostatnim kwartale 2008 r. Poza spadkiem popytu dotknęły nas, jak wszystkie inne firmy posiadające kredyty walutowe, niekorzystne różnice kursowe. Pochłonęły one ok. 45 proc. wypracowanego w ubiegłym roku zysku. Sporym obciążeniem był również fakt, że kończyliśmy rok z dużymi zapasami stali kupowanej po wysokich, zakontraktowanych wcześniej cenach. Nie pomogła nam też wyjątkowo sroga i przedłużająca się zima. W dodatku po jej zakończeniu popyt wciąż był słaby.
    W efekcie po trzech kwartałach 2009 r. spadek przychodów grupy, licząc rok do roku, wyniósł ok. 15 proc., przy ok. 9 procentowym spadku tonażu. Załamanie popytu odczuliśmy najbardziej w tej części naszego biznesu, która jest związana z obsługą dużych projektów budowlanych (hale, markety).
    Szczęśliwie od początku trzeciego kwartału sytuacja się poprawia, choć wciąż realizowane są głównie inwestycje małe i średnie (do 10 tys. mkw.). Na koniec czerwca wyszliśmy na minimalny plus. Jeżeli nie stanie się nic złego, to w 2009 r. osiągniemy wynik netto porównywalny z ubiegłorocznym.
    Nie zmienia to jednak faktu, że niekorzystny okres w naszej branży może potrwać do połowy 2010 r. W budownictwie kubaturowym realizowane są głównie te inwestycje, które rozpoczęto jeszcze przed załamaniem koniunktury. Pytanie, czy ruszą nowe? Dopiero, gdy się tak stanie będziemy mogli mówić o końcu kryzysu.

    Czy spodziewał się Pan, że 2009 r. będzie tak trudny?

    Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku nic nie zapowiadało, że będzie aż tak źle. Tymczasem już w październiku rozpoczęła się gwałtowna dewaluacja złotówki, a miesiąc później załamał się popyt.
    Sytuacja ta była dla nas nowa. Nie da się jej porównać z tym, co miało miejsce podczas kryzysu z lat 2001 – 2002. Wtedy nasza grupa była o wiele mniejsza, dzięki czemu bardziej elastycznie mogliśmy reagować na zmiany rynkowe. Poza tym nie byliśmy aż tak mocno zaangażowani w sektor budownictwa przemysłowego, który najmocniej odczuwa skutki spowolnienia w gospodarce.

    Pojawia się coraz więcej głosów, iż kryzys przyniesie duże zmiany w polskiej branży stalowej. Czego, według Pana, należy się spodziewać?

    Będzie to zależało od tego, jak mocno kryzys dotknie finanse poszczególnych firm. Jeżeli straty okażą się naprawdę duże, to i zmiany będą znaczące.
    Wiele też zależy od zachowania takich instytucji, jak banki oraz ubezpieczyciele. Jeżeli np. ci drudzy, chcąc zmniejszyć ponoszone przez siebie ryzyko, wymuszą na hutach ograniczenie współpracy z odbiorcami stali, to może być ciężko.

    W ubiegłym roku zapowiadał Pan ekspansję grupy Pruszyński na rynku ukraińskim oraz rumuńskim. Udało się?

    Myślę że tak. Na Ukrainie jesteśmy obecni już od paru lat. Mamy tam duży zakład, którego skala produkcji to ok. jedna piąta tego, co wytwarzamy w Polsce. Dzięki temu należymy do czołówki firm w swojej branży.
    Podobnie wygląda nasza pozycja w Rumunii, gdzie w 2008 r. przejęliśmy zakład, który od czerwca tego roku pracuje już pełną parą.
    Ukraina oraz Rumunia to dwa niezwykle perspektywiczne, szybko rozwijające się rynki. Dlatego staramy się zwiększać swoje zaangażowanie w tych krajach. Jednak również w Polsce sporo inwestujemy. W 2008 r. przeznaczyliśmy na ten cel ok. 25 mln euro. W strefie ekonomicznej w Żorach, kosztem 10 mln euro, powstała tłocznia profili aluminiowych, wykorzystywanych m.in. w budownictwie, motoryzacji oraz przemyśle meblowym. Choć uruchomienie firmy, które nastąpiło na początku tego roku, zbiegło się ze szczytem dekoniunktury w gospodarce, to już we wrześniu wykazała ona dodatni wynik na poziomie operacyjnym. Dziś zakład nie narzeka na brak zamówień, pracuje na dwie zmiany.
    Poza tym w 2008 r. kupiliśmy część znanej na polskim rynku spółki Fincostal. Przejęliśmy jej działalność związaną z produkcją pokryć dachowych przeznaczonych na potrzeby budownictwa indywidualnego. Zrobiliśmy to, aby uzupełnić naszą ofertę o nową markę.

    Grupę Pruszyński tworzy ponad 20 spółek. Czy planuje Pan jej rozszerzenie?

    Jeżeli chodzi o produkcję powiązaną z budownictwem, to nasza oferta jest niemal kompletna. Nie oznacza to, że nie mamy pomysłów na rozwój. Sektor, w którym działamy należy do tych najbardziej podatnych na wahania koniunktury. Może więc dla większego bezpieczeństwa przydałaby się jakaś alternatywa…

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie
    Grupa Pruszyński to największy polski producent stalowych pokryć dachów i elewacji. Wytwarza również materiały wykończeniowe (np. metalowe systemy rynnowe), profile zimnowalcowane, kasety, kasetony elewacyjne oraz panele ścienne, panele aluminiowe, sufity, akcesoria do systemów gipsowo-kartonowych, wyroby z metali kolorowych, a także okna i drzwi drewniane. W 2008 r. grupa Pruszyński osiągnęła ok. 650 mln zł przychodów ze sprzedaż wyrobów stalowych.

     

    Walczymy z kryzysem i negatywnym postrzeganiem

    Na poprawę współpracy z instytucjami finansowymi branża stalowa poczeka jeszcze rok, mówi Robert Agh, prezes firmy Ferona Polska.

    W połowie tego roku w rozmowie z magazynem „Stalowe Forum” przewidywał Pan, że koniunktura w branży powróci na przełomie wiosny i lata 2010 r. Czy prognoza ta jest aktualna?

    Tak. Do tego czasu powinny już zadziałać, zarówno w Polsce, jak i innych krajach europejskich, pakiety antykryzysowe mające pobudzić gospodarkę. Dlatego popyt, także na wyroby stalowe powinien się zwiększać.
    Jednak cała branża hutnicza w Polsce staje przed innym, nie mniej istotnym wyzwaniem. Okazuje się bowiem, że nawet, gdy pojawia się okazja na zwiększenie sprzedaży, to ciężko ją wykorzystać. Wszystko rozbija się o kwestię finansowania transakcji. Dużo firm napotyka na bariery we współpracy z bankami oraz firmami ubezpieczeniowymi. Instytucje te postrzegają oraz oceniają poszczególne branże poprzez wyniki spółek, które je tworzą. Tymczasem wyniki finansowe dystrybutorów stali w tym roku nie były najlepsze. W efekcie banki niechętnie udzielają kredytów, a firmy ubezpieczeniowe obcinają przyznane limity.
    Sytuacja ta może się zmienić dopiero, gdy spółki stalowe zaprezentują bardziej optymistyczne dane, co stanie się najprawdopodobniej dopiero po pierwszym półroczu 2010 r. Wtedy też zmieni się negatywne nastawienie instytucji finansowych do naszej branży.

    Wracając do kwestii rosnącego popytu na wyroby hutnicze. Czy jest to już trwały trend?

    Trudno tu o jednoznaczną odpowiedź. Branża jest jednak już tak zmęczona negatywnymi doniesieniami, że każdy, choćby najmniejszy sygnał świadczący o poprawie koniunktury, przyjmuje z nadzieją. Trzeba też przyznać, że w ostatnim czasie sygnałów tych jest znacznie więcej niż w pierwszej połowie roku.
    Większość z nas jest przekonana, że dno załamania gospodarczego jest już za nami. Osiągnęliśmy je mniej więcej wiosną tego roku. Dlatego pojawia się coraz więcej głosów mówiących o poprawie koniunktury, niektórzy zaczynają myśleć o wznowieniu zamrożonych do tej pory inwestycji w swoich firmach.

    Jak, Pana zdaniem, z perspektywy dystrybutorów stali, może wyglądać okres zimowy, tradycyjnie trudny dla branży?

    Co najmniej do lutego 2010 r. rynek utrzymywać się będzie na stabilnym poziomie. Dotyczy to zarówno popytu na wyroby stalowe, jak i ich cen. Nie spodziewam się jakiś drastycznych obniżek. Nie dopuszczą do tego huty, które za wszelką cenę będą chciały utrzymać trend wzrostowy gwarantujący im odzyskanie rentowności.

    Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski

    Informacje o firmie:
    Ferona Polska działa od lipca 2007 r. Jest to spółka w całości należąca do grupy Ferona A.S., która, poza Polską, obecna jest też w Czechach i na Słowacji. Ferona Polska sprzedała w 2008 r. 53 tys. ton stali uzyskując z tego tytułu 129 mln zł przychodów. Roczna sprzedaż całej grupy przekracza milion ton wyrobów hutniczych.
     

    Kryzys uczy pokory

    Dla roztropnych przedsiębiorców okres załamania koniunktury okazał się czasem błogosławionym, mówi Piotr Paweł Orłowski, prezes Nova Trading S.A.

    Coraz częściej słychać opinie, że kryzys w branży stali nierdzewnej mamy już za sobą. Zgadza się Pan z tym?

    Spotkałem się z przeciwnymi opiniami, że kryzys nie tylko nie minął, ale że jeszcze uderzy za jakiś czas i to ze zdwojona siłą.
    Pani interlokutorzy przytaczają zapewne fakty, że cena efektywna rośnie, wydłuża się termin dostaw z huty, co powoduje braki materiałowe na rynku. Moi natomiast podkreślają, że cena niklu na giełdzie londyńskiej zaczęła spadać, huty w dalszym ciągu pracują na 50 – 60 proc. swoich możliwość produkcyjnych. Trudno dzisiaj powiedzieć, kto ma rację. Jak zwykle czas pokaże.

    Jedno, co mogę powiedzieć, to że kryzys dla roztropnych okazał się czasem błogosławionym, ponieważ wywołał refleksję etyczną i nauczył pokory, że nie wszystko zależy ode mnie. Kryzys uczy mądrego dostosowywania się do zaistniałych sytuacji. Przetrwają ten czas tylko najlepsi, których hossa nie zaślepiła, a bessa nie zniechęca.

    Jednak ostatnia bessa była wyjątkowo głęboka…

    Wielu firmom w naszej branży rzeczywiście spadły zamówienia. Z moich informacji wynika, że niektóre z nich odnotowały nawet 40 proc. spadek. Pozostaje mi szczerze im współczuć, ponieważ mogę sobie wyobrazić, jak wielkie straty ponieśli i jaka jest ich obecna kondycja finansowa.

    A jak może Pan podsumować pierwsze półrocze 2009 r. z perspektywy swojej firmy?

    W końcowym rozrachunku można uznać je za udane. W niektórych miesiącach sprzedaż była nawet większa niż w porównywalnym okresie roku ubiegłego i sięgała prawie 4 tys. ton. Dlatego obłożenie produkcyjne naszych linii technologicznych było wystarczające. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie urządzenia, którymi dysponujemy były kupowane jako nowe i „szyte” pod nasze potrzeby, świadczenie usług dla szerokiej gamy wymagających klientów nie stanowiło dla nas żadnego problemu. W sytuacjach wzmożonych zamówień uruchamialiśmy np. kolejną zmianę.

    Zarówno nominalna prędkość poszczególnych linii, szybkość zmiany parametrów ustawienia urządzeń, ogromna precyzja świadczonych usług i doświadczenie naszych pracowników pozwalają na patrzenie w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.

    Proszę powiedzieć, jak sprawdza się najnowsze „technologiczne dziecko” – jedyna w Polsce linia do szlifowania i szczotkowania zwojów?

    To jest rewelacyjne urządzenie na miarę XXI w. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej nowoczesnej linii, która umożliwia jednoczesne użycie 5 szczotek lub łączenie głowic szlifujących ze szczotkowanymi w dowolnych konfiguracjach pracy. Daje to niesamowite możliwości co do rodzaju powierzchni z jednej strony, a z drugiej gwarantuje pełną powtarzalność usługi, co jest bardzo trudne do utrzymania w urządzeniach do szlifowania i szczotkowania arkuszy.

    Czy dostrzega Pan ożywienie na rynku stali nierdzewnych?

    Tak, dostrzegam pewne ożywienie, ale moim zdaniem jest ono raczej chwilowe i nieco sztuczne. Wystarczy porozmawiać z przedstawicielami hut, aby znaleźć potwierdzenie moich słów. Znaczącej poprawy koniunktury w naszej branży spodziewam się nie szybciej niż za rok.

    Rozmawiała: Magdalena Czekańska

    Informacje o firmie
    Nova Trading z Torunia to największy dystrybutor stali nierdzewnych w Polsce. Spółka dysponuje najnowocześniejszym centrum serwisowym w tej części Europy. Świadczy m.in. usługi cięcia wzdłużnego i poprzecznego oraz szlifowania, szczotkowania i polerowania materiałów nierdzewnych. W 2008 r. Nova Trading uzyskała 439 mln zł przychodów ze sprzedaży stali (38,6 tys. ton).

    Kreacja & produkcja: DirektPoint.pl