Wyniki
Zamknij

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    • Kup stal, znajdź produkt, wyszukaj firmę
    • Usługi
      Usługi
    • Produkty
      Produkty
    • Firmy
      Firmy
    • Stal nierdzewna

    Aktualności

    Opinie

    Złomrex wybuduje hutę

    Złomrex wybuduje hutę "Potrzebujemy nowoczesnej huty, by dotrzymać kroku konkurencji i sprostać zapotrzebowaniu rynku na wyroby długie."Rozmowa z Przemysławem Sztuczkowskim, prezesem zarządu Złomrexu SA.


    "Potrzebujemy nowoczesnej huty, by dotrzymać kroku konkurencji i sprostać zapotrzebowaniu rynku na wyroby długie."

    Rozmowa z Przemysławem Sztuczkowskim, prezesem zarządu Złomrexu SA.


    Spółka ogłosiła właśnie, że chce wybudować hutę. Gdzie powstanie i ile będzie kosztować?

    Rozważamy dwie lokalizacje: Górny Śląsk albo Centralny Okręg Przemysłowy, okolice Świdnika lub Stalowej Woli. Wcale nie jest przesądzone, że huta powstanie w Katowickiej albo Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wszystko zależy od ofert inwestycyjnych, jakie otrzymamy z tych regionów. Budowa huty będzie kosztować od 150 do 300 mln euro. Koszt zależy od zainstalowanego wyposażenia, a my chcemy postawić bardzo nowoczesny zakład.

    Co będzie produkować huta?

    Przede wszystkim wyroby długie: płaskowniki, pręty okrągłe i kwadratowe, drobne kątowniki.

    Takie wyroby produkują należące do Grupy Złomreksu spółki: Ferrostal Łabędy i Walcownia Bruzdowa. Dlaczego więc zdecydowaliście o budowie nowej huty?

    Jest kilka powodów, dlaczego potrzebujemy tej huty. Po pierwsze: w najbliższych latach nadal będzie się utrzymywać zapotrzebowanie na wyroby długie. Zdaniem analityków ten rynek będzie wzrastał o 3-6 proc. rocznie. Po drugie: potrzebujemy tej huty, aby sprostać konkurencji. Za dwa, trzy lata urządzenia technologiczne w naszych zakładach będą już przestarzałe. Ferrostal Łabędy powstał 10 lat temu, stalownia jest bardzo nowoczesna, ale walcownia nie spełnia już naszych oczekiwań. Tymczasem CMC Zawiercie, Celsa Ostrowiec Świętokrzyski i ArcelorMittal Poland ogłosili niedawno decyzje o budowie nowych walcowni. Gdy w latach 2012-2013 przyjdzie dekoniunktura, co przewidują analitycy, na rynku będą się liczyć producenci, którzy będą tanio wytwarzać produkty dobrej jakości. I to jest nasz cel.

    Jest też trzeci powód: własna huta uniezależni Złomrex od obcych dostawców i pozwoli zwiększyć sprzedaż wyrobów hutniczych. Obecnie produkujemy 600-700 tys. ton wyrobów stalowych, a nasza sieć dystrybucyjna sprzedaje 1-1,2 mln ton stali. Za rok, może za dwa lata, chcielibyśmy sprzedawać 2 mln ton wyrobów hutniczych. Będziemy więc mogli sprzedać to, co wytworzy nowa jednostka produkcyjna.

    Jakie będą zdolności produkcyjne projektowanego zakładu?

    To również zależy od zainstalowanych w hucie maszyn i urządzeń. W tej chwili zbieramy oferty od producentów. Zakładamy, że będzie produkować od 700 tys. do 1 mln ton wyrobów długich.

    Kiedy rozpocznie pracę?

    Ma być gotowa na przełomie 2010/2011 roku.

    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    ArcelorMittal Stainless: Kara dla każdego

    ArcelorMittal Stainless: Kara dla każdego"Stale Kara nie zawierają niklu podatnego na olbrzymie skoki cen i właśnie dlatego klienci mają pewność stabilnych cen naszej stali ferrytycznej, co jest ważne dla planowania biznesu."Rozmowa z Jackiem Pawęzowskim, dyrektorem sprzedaży Ugine&Alz Sp. z o.o., należącej do grupy ArcelorMittal Stainless.


    "Stale Kara nie zawierają niklu podatnego na olbrzymie skoki cen i właśnie dlatego klienci mają pewność stabilnych cen naszej stali ferrytycznej, co jest ważne dla planowania biznesu."

    Rozmowa z Jackiem Pawęzowskim, dyrektorem sprzedaży Ugine&Alz Sp. z o.o., należącej do grupy ArcelorMittal Stainless


    ArcelorMittal rozpoczął globalną kampanię promocyjną stali ferrytycznych marki Kara. Co jest w nich niezwykłego?
    To nowe gatunki stali ferrytycznych, a nad opracowaniem ich składu pracowali specjaliści w laboratoriach ArcelorMittal Stainless. Produkują je dwie huty koncernu we Francji. Stale Kara, jak inne stale ferrytyczne nie zawierają niklu, ale odpowiednie proporcje chromu, molibdenu oraz innych pierwiastków chemicznych i dzięki temu są odporne na korozję, jak tradycyjne stale austenityczne.

    Po raz pierwszy ArcelorMittal zaprezentował stale marki Kara w czerwcu we Francji, 19 października w siemianowickim centrum serwisowym ArcelorMittal Stainless Poland przedstawiliśmy je naszym klientom z Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Bułgarii.

    Wprowadzenie nazwy Kara i nowego nazewnictwa gatunków jest próbą ujednolicenia terminologii, aby ułatwić klientom dotarcie do odpowiadających im potrzebom gatunków stali ferrytycznych.

    Te stale są znane od dziesięcioleci. Dlaczego więc do tej pory chętniej wykorzystywane były stale austenityczne, skoro stale ferrytyczne mają podobną odporność na korozję oraz podobne parametry wytrzymałościowe?
    Chyba głównym powodem było przyzwyczajenie do stosowania tradycyjnych stali austenitycznych. Panowała również powszechna opinia, że tylko jej można używać tam, gdzie stal narażona jest na agresywne działanie różnych substancji chemicznych. Nasza kampania ma pokazać klientom, że stale ferrytyczne marki Kara można z powodzeniem stosować wszędzie, gdzie do tej pory były stosowane stale austenityczne.

    Stale ferrytyczne, także Kara nie zawierają niklu, który w tym roku wywołał olbrzymie zamieszanie na rynku stali nierdzewnych. Pod koniec 2006 roku tona tego metalu kosztowała około 20 tys. dolarów, by w pierwszych miesiącach 2007 roku zdrożeć do 50 tys. ton. Dodatki stopowe z udziałem niklu stanowiły prawie 66 proc. ceny stali austenitycznych. O ile tańsze są od nich stale marki Kara?
    W zależności od gatunku od 40 do 60 procent i ta różnica powinna mieć duże znaczenie dla naszych klientów. Jest też inny plus: stale Kara nie zawierają niklu podatnego na olbrzymie skoki cen i właśnie dlatego klienci mają pewność stabilnych cen naszej stali ferrytycznej, co jest ważne dla planowania biznesu.

    Szefowie ArcelorMittal Stainless twierdzą, że 20 proc. stali odpornej na korozję sprzedawanej w Europie Środkowej to stal ferrytyczna. Chcą, aby w 2010 roku ten udział powiększył się do 50 proc.
    I jest to możliwe do zrealizowania dzięki skutecznej akcji promocyjnej. Będziemy przekonywać klientów, że stosując stale ferrytyczne Kara nie ma ryzyka korozji. Gwarantujemy im też stabilność cen oraz nieograniczony dostęp do pełnej gamy wyrobów spełniających ich oczekiwania. Oczywiście wielu klientów będzie podchodzić do naszych produktów z rezerwą, będą chcieli je przetestować. Mam nadzieję, że szybko się przekonają, że stale ferrytyczne Kara nie są gorsze od stali austenitycznych i spełniają ich oczekiwania.

    Ugine&Alz Polska wkrótce przestanie istnieć.
    Przestaniemy działać pod tą nazwą, za kilka tygodni będziemy pracownikami ArcelorMittal Stainless Poland. Ale musimy poczekać na zgromadzenie wspólników, a później na decyzję sądu rejestrowego.

    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Progres: przetwórstwo stali to konieczność

    Progres: przetwór- stwo stali to konieczność"Firmy z pierwszej dziesiątki największych dystrybutorów stali składały nam oferty przejęcia. Ale na razie mamy pomysł na biznes i chcemy go rozwijać. Stawiamy na produkcję i przetwórstwo stali."Rozmowa z Bartoszem Skwarczkiem, prezesem zarządu Progres Sp. z o.o.


    "Firmy z pierwszej dziesiątki największych dystrybutorów stali składały nam oferty przejęcia. Ale na razie mamy pomysł na biznes i chcemy go rozwijać. Stawiamy na produkcję i przetwórstwo stali"

    Rozmowa z Bartoszem Skwarczkiem, prezesem zarządu Progres Sp. z o.o.


    Oglądam Pana zdjęcie na stronie internetowej Progresu. Jest Pan bardzo młody.
    Mam 29 lat i jestem prawdopodobnie najmłodszym prezesem firmy należącej do Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.

    Ukończył Pan zarządzanie na Akademii Górniczo-Hutniczej, finanse przedsiębiorstw w Szkole Głównej Handlowej, program menedżerski Harvarda. Był Pan trenerem tenisa ziemnego, montażystą mebli, brokerem ubezpieczeniowym. Skąd pomysł, aby zająć się dystrybucją wyrobów hutniczych?
    To był zupełny przypadek. Razem ze wspólnikiem postanowiliśmy założyć spółkę i spróbować takiej działalności. Daliśmy sobie pół roku, aby się przekonać, czy coś z tego wyjdzie. Przez ten czas byłem jedynym pracownikiem spółki. O czwartej rano wstawałem, wsiadałem do pociągu i jechałem z Krakowa do Katowic. Odbywałem dziesiątki spotkań, do domu w Krakowie wracałem późnym wieczorem. No i udało się. Progres działa na rynku, w ostatnich dniach września obchodziliśmy 5. rocznicę powstania. Firma szybko się rozwija, o czym świadczy nasza dynamika wzrostu. W najgorszym roku wyniosła 50 proc., w najlepszym - 450 proc. W 2006 roku mieliśmy ponad 121 mln zł wpływów, w tym trudnym dla dystrybutorów roku powinniśmy mieć podobne obroty.

    Zaczynaliście od handlu stalą i węglem. Nadal sprzedajecie opał?
    Zrezygnowaliśmy z handlu węglem, bo to specyficzny biznes. Bywało, że od nas wyjeżdżał samochód z konkretnym rodzajem towaru, a do klienta docierał inny, bo kierowcy kombinowali na boku. Po kilku takich incydentach zdecydowaliśmy, że zajmiemy się tylko dystrybucją stali czarnych i jakościowych oraz przetwórstwem stali. Uznaliśmy, że liczy się przede wszystkim dobre imię firmy na rynku.

    Sporo w tym czasie osiągnęliście.
    Mamy skład wyrobów hutniczych w Chorzowie, oddział w Zawierciu ze składem na 40-50 tys. ton wyrobów i maszynami do prostowania walcówki, a od marca tego roku - zbrojarnię. Od czerwca pracuje także zakład konstrukcji stalowych w Gliwicach. Zbrojarnia w Zawierciu zatrudnia 10 pracowników, zakład może produkować miesięcznie do 1000 ton zbrojeń. W gliwickim zakładzie konstrukcji stalowych zatrudniamy 25 osób, które produkują około 150 ton wyrobów miesięcznie.

    Wielu dystrybutorów wyrobów hutniczych inwestuje w przetwórstwo stali. To konieczność?
    Na rynku wzmaga się konkurencja i prosty handel nie wystarczy, aby się na nim utrzymać.

    Proszę zobaczyć, co dzieje się na rynku dystrybucji: trwa konsolidacja dystrybutorów, którzy łączą się w większe podmioty i wchodzą na giełdę, aby pozyskać kapitał na dalszy rozwój. Jest też druga tendencja - dystrybutorzy rozwijają przetwórstwo i szukają swojego miejsca na tym rynku. Te procesy są formą obrony przed producentami, którzy nieustannie chcą zbliżyć się do odbiorców finalnych i eliminować dystrybutorów. Przykładem jest największy producent wyrobów stalowych na świecie i w Polsce ArcelorMittal, który chce zbudować własną sieć dystrybucji w Polsce. Gdyby się tak stało, na rynku dystrybucji stali zostaną tylko bardzo duże firmy mogące sprostać konkurencji albo takie, które będą miały jakiś punkt przewagi konkurencyjnej np. rozwinięte przetwórstwo.

    Progres stawia na produkcję i przetwórstwo stali, dlatego szukamy miejsca na Śląsku, aby uruchomić drugi zakład konstrukcji stalowych. Zastanawiamy się również nad zwiększeniem zdolności produkcji zbrojeń budowlanych, więc albo powiększymy istniejącą zbrojarnię, albo wybudujemy nową. Chcielibyśmy, aby udział produkcji i przetwórstwa stali w obrotach firmy wzrósł z dotychczasowych 15 proc. do 30-40 procent w 2008 roku. W przetwórstwie stali ważne jest to, że Progres jako dystrybutor wyrobów hutniczych ma stały dostęp do materiałów i może zaoferować klientom bardzo konkurencyjne ceny.

    Jak Pana zdaniem będzie wyglądał rynek dystrybucji wyrobów stalowych w najbliższych miesiącach?
    Wszystko zależy od zimy. Jeśli będzie tak łagodna, jak w tym roku, i budownictwo będzie pracować pełną parą, już w styczniu i lutym powinno znacznie wzrosnąć zapotrzebowanie na stal. Jeśli zima będzie ciężka, na odbicie trzeba będzie poczekać do marca lub kwietnia. Moim zdaniem nie ma też co liczyć na poprawę koniunktury w ostatnich miesiącach tego roku.

    Progres nie jest potentatem na rynku dystrybucji stali, więc może być łakomym kąskiem dla rekinów tego rynku. Otrzymywaliście propozycje przejęcia?
    Tak, dostaliśmy kilka takich ofert. Składały je firmy z pierwszej dziesiątki największych dystrybutorów. Ale na razie mamy pomysł na biznes i chcemy go rozwijać. Nie wiem, co by się musiało wydarzyć, abyśmy razem ze wspólnikiem zdecydowali o sprzedaży firmy. Wierzymy w siebie i nasz zespół.

    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Ferona Polska mierzy w "dziesiątkę"

    Ferona Polska mierzy w „dziesiątkę""Będziemy zadowoleni, jeśli w ciągu najbliższych kilku lat wejdziemy do dziesiątki największych dystrybutorów wyrobów hutniczych w Polsce."Rozmowa z Robertem Aghem, prezesem zarządu Ferona Polska S.A.


    "Będziemy zadowoleni, jeśli w ciągu najbliższych kilku lat wejdziemy do dziesiątki największych dystrybutorów wyrobów hutniczych w Polsce."

    Rozmowa z Robertem Aghem, prezesem zarządu Ferona Polska S.A.


    Jesteście polskim oddziałem wielkiej czeskiej spółki dystrybucyjnej, działacie w Polsce dopiero od 1 lipca. To były dobre trzy miesiące dla Ferona Polska SA?
    Nie jest łatwo, bo jesteśmy nowi na tym rynku, musimy sobie wyrobić markę u klientów, a oni muszą nas poznać. W tym roku planowaliśmy sprzedać w Polsce 7 tys. ton wyrobów hutniczych i pewnie osiągniemy ten wynik. Wiosną, gdy analizowaliśmy sytuację na polskim rynku wszystko wskazywało, że sprzedamy dużo więcej.

    W przyszłym roku będziecie chcieli sprzedać pewnie dużo więcej.
    W 2008 roku chcielibyśmy sprzedać w Polsce 50-60 tys. ton wyrobów hutniczych. Będziemy zadowoleni, jeśli w ciągu najbliższych kilku lat wejdziemy do dziesiątki największych dystrybutorów wyrobów hutniczych w Polsce. W Czechach i na
    Słowacji Ferona a.s jest potentatem wśród dystrybutorów. W Polsce chcielibyśmy zdobyć podobną pozycję.

    Dlaczego zdecydowaliście się zainwestować w Polsce?
    W Czechach i na Słowacji sprzedajemy ponad 1,2 mln ton wyrobów stalowych rocznie, tutaj w Polsce największy dystrybutor sprzedaje 500-600 tys. ton.

    Polska jest dużym rynkiem, rozwija się cała gospodarka, a przede wszystkim budownictwo. Jednak wciąż zużycie stali w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest o połowę mniejsze niż w Europie Zachodniej. To wszystko wskazuje, że można na tym rynku jeszcze wiele zdziałać.

    Na razie Ferona Polska SA ma jeden magazyn w Mysłowicach w woj. Śląskim, ale zapewne będziecie rozbudowywać sieć dystrybucji.
    Na razie przejęliśmy magazyn w Mysłowicach, drugą część zagospodarujemy w grudniu 2007, kolejną część tego obiektu przejmiemy w grudniu 2008.

    Nasza strategia rozwoju zakłada, że w ciągu pięciu lat wybudujemy w Polsce sieć magazynów regionalnych, które będą zaopatrywać klientów z całego kraju.

    Nie zaniedbując małych odbiorców i dystrybutorów, którzy będą naszymi klientami, chcemy postawić na budownictwo i stać się dostawcą wielkich firm budowlanych i konstrukcyjnych.

    Teraz dystrybutorzy nie tylko handlują gotowymi wyrobami stalowymi, ale muszą także sprostać wymaganiom klientów, którzy oczekują towarów przetworzonych. Dlatego powstają centra serwisowe, zbrojarnie, zakłady budowy konstrukcji stalowych. Czy Ferona zamierza postawić takie obiekty w Polsce?
    Na razie nie mamy takich planów, co nie oznacza, że nie będziemy klientom świadczyć takich usług. Wykorzystamy do tego nasze zakłady pracujące w Czechach. Ostrawa leży około 20 km od polskiej granicy, Hradec Kralove - około 40 km. W tych miastach mamy centra serwisowe, które mogą świadczyć usługi dla klientów z Polski.

    Jak Pana zdaniem będzie wyglądał rynek dystrybucji wyrobów stalowych w najbliższych miesiącach?
    Huśtawka nastrojów jest już chyba za nami. Tegoroczne rozchwianie cen wyrobów stalowych było spowodowane budowaniem niepotrzebnych zapasów i późniejszymi wyprzedażami. Wzrost polskiej gospodarki, a przede wszystkim rozwój budownictwa każą wierzyć, że rynek dystrybucji wyrobów stalowych w najbliższych miesiącach będzie stabilny cenowo, a zapotrzebowanie na stal będzie wzrastać.

    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Ferona a.s i Ferona Polska SA
    Ferona Polska SA należy do czeskiej firmy Ferona a.s z siedzibą w Pradze, która ma prawie 200-letnią tradycję sprzedaży wyrobów metalowych. Od 2004 roku Ferona a.s jest własnością angielskiej firmy inwestycyjnej IRG Steel Limited, zatrudnia ponad 1400 pracowników w 12 oddziałach w Czechach i pięciu na Słowacji. W Hradec Kralove i Ostrawie ma centra serwisowe blach, a w Ołomuńcu - zbrojarnię.

    W 2006 roku firma sprzedała w Czechach i na Słowacji prawie 1,2 mln ton wyrobów hutniczych. Dostawcami są huty czeskie (Mittal Ostrawa, Moravia Steel, Vitkovice Steel), słowackie (U.S. Steel Koszyce, Żelezarny Podbrezova), polskie (Mittal Steel Polska - oddział Dąbrowa Górnicza, czyli dawna Huta Katowice, CMC Zawiercie) oraz niemieckie (Ekostahl, Salzgitter).


    Ferona Polska SA jest członkiem Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.


    >> Zobacz inne Opinie

    Złomrex SA: budowa statków to dobry interes

    Złomrex SA: budowa statków to dobry interes"Jeszcze pięć, sześć lat temu kopalnie i huty przynosiły straty, a teraz zarabiają. Podobnie może być z polskim przemysłem stoczniowym."Rozmowa z Przemysławem Sztuczkowskim, prezesem Złomreksu S.A.


    "Jeszcze pięć, sześć lat temu kopalnie i huty przynosiły straty, a teraz zarabiają. Podobnie może być z polskim przemysłem stoczniowym"

    Rozmowa z Przemysławem Sztuczkowskim, prezesem Złomreksu S.A.


    1 października minął termin składania ofert na zakup 80 proc. akcji Stoczni Gdynia. Wiadomo, że oferty złożyły cztery firmy. Jedną z nich jest Złomrex?
    Tak, złożyliśmy ofertę. Niestety nie wiem, kto jeszcze to zrobił, a o szczegółach naszej absolutnie nie mogę na razie nic powiedzieć.

    Jak teraz będzie przebiegać postępowanie przetargowe?
    Skarb Państwa wybierze firmy, które będą mogły sprawdzić bilans Stoczni Gdynia, a pod koniec tego lub na początku przyszłego roku złożą oferty końcowe. Sądzę, że pod koniec pierwszego kwartału 2008 roku poznamy firmę, która przejmie Stocznię Gdynia.

    Przemysł stoczniowy w Polsce od lat walczy o życie, stocznie toną w długach. A Złomrex chce przejąć Stocznię Szczecińską Nową oraz Stocznię Gdynia. Wierzy Pan, że w Polsce można zarabiać na budowie statków?
    Jesteśmy szaleńcami (śmiech)! Jeszcze pięć, sześć lat temu w podobnej sytuacji były kopalnie i huty, które wtedy przynosiły straty, a teraz zarabiają. Podobnie może być z polskim przemysłem stoczniowym. Gdybym w to nie wierzył, nie staralibyśmy się o akcje Stoczni Gdynia.

    To prawda, Grupa Złomrex nie ma doświadczenia w budowie statków. Ale gdy przed laty przejmowaliśmy huty nie znaliśmy zasad działania pieców elektrycznych i nie przeszkodziło nam to w odniesieniu sukcesu w branży hutniczej. Jesteśmy menadżerami, przemysł stoczniowy to dla nas kolejny biznes.

    Stocznia Gdynia ma 1,5 mld zł rocznie przychodów. Produkcja statków nie jest zbyt skomplikowana, zakład zatrudnia pracowników o wysokich kwalifikacjach. Mamy też świetne biura konstrukcyjne, a zaprojektowane w nich samochodowce uznawane są za najlepsze w świecie. W stocznię trzeba zainwestować kilkaset milionów złotych, ale Grupa Złomrex jest na tyle silna, że potrafi uzyskać potrzebny kapitał.

    Czy ewentualne niepowodzenie w branży stoczniowej może się kiedyś odbić na kondycji Grupy Złomrex?
    Nie, do prowadzenia działalności stoczniowej powołaliśmy odrębną spółkę celową Amber. To ona uczestniczy w przetargu i ewentualnie będzie inwestować w stocznię.

    Staracie się także o przejęcie spółek dystrybucyjnych we Francji, Szwajcarii i Rumunii. W którym z tych krajów najszybciej możecie przeprowadzić akwizycję?
    We wszystkich nasze działania są w fazie początkowej. Ewentualne akwizycje są możliwe na początku przyszłego roku.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Ministerstwo Skarbu Państwa wydało 2 października komunikat: „W dniu 1 października 2007 roku o godz. 14:00 upłynął termin składania pisemnych odpowiedzi na publiczne zaproszenie do rokowań w sprawie zakupu akcji Spółki Stocznia Gdynia S.A. W wyznaczonym terminie wpłynęły 4 oferty wstępne będące odpowiedzią na publiczne zaproszenie w przedmiotowej sprawie. W chwili obecnej ww. oferty wstępne są przedmiotem analizy".


    Minister skarbu Wojciech Jasiński potwierdził 3 października, że wpłynęły oferty od inwestorów na zakup akcji Stoczni Gdynia. - Musimy je dokładnie przestudiować. Czekamy na koncepcje całościowe, by mieć gwarancje, że inwestor chce się na dłużej związać ze stocznią - powiedział minister Jasiński.

    Do czwartku 4 października resort skarbu nie ujawnił nazw spółek, które złożyły oferty na zakup akcji Stoczni Gdynia.

    Według nieoficjalnych informacji „Pulsu Biznesu", oprócz Złomreksu oferty złożyli: Rami Ungar (izraelski armator zamawiający w stoczni samochodowce), C&Group (azjatycka firma stoczniowo-stalowa) oraz Janusz Baran, udziałowiec i prezes gdańskiej stoczni Maritim Shipyard.


    >> Zobacz inne Opinie

    Grupa KEM: stawiamy na konstrukcje stalowe i budownictwo

    Grupa KEM: stawiamy na konstrukcje stalowe i budownictwo"Grupa musi poszukać swojego miejsca na rynku, aby jak najlepiej wykorzystać posiadane aktywa. A moim zdaniem najlepszą dziedziną jest przetwórstwo stali, w które trzeba jednak sporo zainwestować."Rozmowa z Edwardem Nowakiem, prezesem KEM Sp.   z o.o.


    "Grupa musi poszukać swojego miejsca na rynku, aby jak najlepiej wykorzystać posiadane aktywa. A moim zdaniem najlepszą dziedziną jest przetwórstwo stali, w które trzeba jednak sporo zainwestować."

    Rozmowa z Edwardem Nowakiem, prezesem KEM Sp. z o.o.


    Jest Pan cenionym fachowcem od restrukturyzacji przedsiębiorstw, był Pan kilkakrotnie wiceministrem gospodarki. Od 4 września zasiada Pan w fotelu prezesa spółki KEM. Jakie cele wyznaczyli właściciele spółki?
    Oczekują ode mnie realizacji trzech zadań. Po pierwsze: mam uporządkować spółkę KEM oraz Grupę KEM, która przez lata dynamicznie się rozwijała i zaczęła działać w wielu dziedzinach. Dziś Grupa zrzesza 11 firm i zatrudnia ponad 1500 pracowników. Muszę się przyznać, że to moja ulubiona działalność, o wiele lepiej czuję się w restrukturyzowaniu firm, niż ministrowaniu.

    Po drugie: mam osiągnąć konkretne cele finansowe w najbliższych latach oraz doprowadzić do wzrostu wartości poszczególnych firm i całej Grupy KEM.

    Trzecim zadaniem jest poszukiwanie nowych szans i pomysłów na działalność Grupy. Nie ukrywam, że czeka ją głęboka restrukturyzacja i poważne zmiany. Gdy się zakończą, Grupa KEM ma szansę stać się dużym graczem na polskim i światowym rynku biznesowym.

    Grupa wyrosła z handlu i przerobu złomu oraz dystrybucji wyrobów stalowych. Potem zaczęła także handlować energią elektryczną, paliwami, wykonywać usługi z zakresu hydrobudownictwa, budownictwa drogowego itp. Która z tych dziedzin będzie główną działalnością Grupy?
    Żadna.

    Jak to?
    Moim zdaniem skoncentrujemy się na produkcji konstrukcji stalowych, budownictwie oraz handlu stalą i złomem. Już czas, by Grupa KEM stała się wielkim producentem zarówno ciężkich konstrukcji stalowych np. konstrukcji wielkich budowli, platform wiertniczych, mostów i wiaduktów oraz lekkich (np. suwnice czy kontenery). To potężny rynek, chociażby z uwagi na inwestycję związane z przygotowaniami do Euro 2012.

    Grupa KEM powinna rozwijać budownictwo, bo ma już kilka firm, które się tym zajmują. Ale chciałbym, aby powstała firma mogąca podejmować się generalnego wykonawstwa inwestycji, szczególnie infrastrukturalnych jak wodociągi, kanalizacja, melioracja.

    Handel stalą i złomem utrzymamy, ale nie będzie to już najważniejsza dziedzina działalności. Ten rynek stał się trudniejszy, wzrosła konkurencja. Gdy KEM wchodził w kolejne nowe przedsięwzięcia, konkurenci w handlu złomem np. Złomrex czy dystrybutorzy wyrobów hutniczych np. Stalprofil koncentrowali się na rozwoju swojej działalności i „uciekli do przodu". Dlatego teraz Grupa KEM musi poszukać swojego miejsca na rynku, aby jak najlepiej wykorzystać posiadane aktywa. A moim zdaniem najlepszą dziedziną jest przetwórstwo stali, w które trzeba jednak sporo zainwestować.

    To dlatego KEM wybiera się na warszawski parkiet?
    Właściciele rzeczywiście postawili przede mną takie zadanie. Mamy już ustalony harmonogram działań, debiut powinien nastąpić w drugim kwartale 2008 roku. Giełda to atrakcyjny sposób zdobycia pieniędzy, ale też metoda dokonania zmian właścicielskich. Inwestowaniem w KEM zainteresowane są firmy z pierwszych stron gazet, więc warto im dać taką możliwość.

    O jakich firmach z pierwszych stron gazet Pan mówi?
    Nie mogę zdradzić ich nazw.

    Ile pieniędzy chcecie pozyskać z giełdy?
    Od 50 do 100 mln zł. Przeznaczymy je na zakup nowych maszyn i urządzeń do Wytwórni Konstrukcji Stalowych Mostostal Chojnice oraz KEM-Profil w Rudzie Śląskiej, aby jak najbardziej zautomatyzować produkcję. To ważne, bo już teraz jest koniunktura na konstrukcje stalowe i nie możemy podołać realizacji zamówień. Automatyzacja jest konieczna także dlatego, że brakuje pracowników.

    Skoro produkcja konstrukcji stalowych ma być podstawową działalnością Grupy KEM planujecie przejęcie jakiegoś producenta z tej branży?
    Nie potwierdzam i nie zaprzeczam.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Grupa KEM

    Rozpoczęła działalność jako F.H.P.U „KEM" Elżbieta i Marian Krawczyk w 1992 roku. Siedziba firmy znajduje się w Dąbrowie Górniczej. Spółka zaczynała od skupu złomu i prowadzenia hurtowni alkoholu. Z czasem zajęła się dystrybucją i przetwórstwem stali, co stało się główną działalnością spółki.

    Firma ma oddziały zamiejscowe w Gliwicach (dwie lokalizacje), Przemyślu, Skawinie, Iławie, Kędzierzynie-Koźlu, Warszawie, Chojnicach, Rudzie Śląskiej i Łodzi, które zajmują się skupem i przerobem złomu oraz dystrybucją wyrobów hutniczych. KEM ma także biura handlowe we Wrocławiu oraz Poznaniu i Szczecinie.

    Do Grupy KEM należą: KEM Sp. z o.o. (spółka wiodąca), KEM-1 Sp. z o.o., KEM-Profil Sp. z o.o., KEM-3 Sp. z o.o., Wytwórnia Konstrukcji Stalowych Mostostal Chojnice S.A., Przedsiębiorstwo Budownictwa Wodnego i Ochrony Środowiska „Buskopol" Sp. z o.o. w Busku-Zdroju, „Tyskie Drogi" Sp. z o.o. w Tychach, KEM Trans Sp. z o.o. oraz KEM-Grupa Inwestycyjna Sp. z o.o..

    W 2006 roku przychody Grupy KEM wyniosły 609 mln zł. Grupa sprzedała 112 tys. ton wyrobów hutniczych oraz 174 tys. ton złomu. Spółki należące do Grupy dostarczały konstrukcje stalowe m.in. dla Opel Polska i Volkswagen Swarzędz, budowały kanalizację podciśnieniową w Nowym Korczynie, wały przeciwpowodziowe na Wiśle, 32 km sieci wodociągowej i kanalizacyjnej na Ponidziu.

    W pierwszym półroczu 2007 roku KEM Sp. z o.o. sprzedała 56 tys. ton wyrobów stalowych i miała 147,6 mln zł obrotu w handlu stalą (11 miejsce w rankingu PUDS pod względem tonażu i 12. - pod względem obrotów).

    KEM Sp. z o.o. należy do Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.


    >> Zobacz inne Opinie

    Stale nierdzewne: koniec z drożyzną?

    Stale nierdzewne: koniec z drożyzną?"Jesteśmy chyba w najtrudniejszym momencie, by mówić o tym, jak będą się kształtować ceny stali nierdzewnych w najbliższych miesiącach. Ale sądzę, że raczej będą spadać, bo mają z czego."Rozmowa z Piotrem Pawłem Orłowskim, prezesem zarządu Nova Trading S.A.


    "Jesteśmy chyba w najtrudniejszym momencie, by mówić o tym, jak będą się kształtować ceny stali nierdzewnych w najbliższych miesiącach. Ale sądzę, że raczej będą spadać, bo mają z czego."

    Rozmowa z Piotrem Pawłem Orłowskim, prezesem zarządu Nova Trading S.A.


    W branży stali węglowych panuje świetna koniunktura. Tymczasem na rynku stali nierdzewnych przeżywamy głębokie załamanie. Czyżby ten popularny materiał zaczął „wychodzić" z mody?

    Wzrost konsumpcji stali nierdzewnych na świecie w minionych kilkunastu latach był najwyższy wśród wszystkich metali, wynosząc średnio rocznie ponad 6 proc. Zapotrzebowanie na inne metale rosło średnio tylko 3 proc. rocznie. Zgodnie z najnowszymi prognozami te tendencje nie zmienią się w najbliższych 10 latach. 

    Ceny stali nierdzewnych spadły jednak w minionych dwóch miesiącach już o ponad 40 proc. Co się wydarzyło?

    Wzrost popytu finalnych odbiorców jest obecnie faktycznie słabszy niż w 2006 roku. Wynika to z tego, że ceny najbardziej typowego gatunku stali nierdzewnych (1.4301) osiągnęły na koniec II kwartału b.r. rekordowo wysoki poziom około 4,50 euro za kilogram - wobec zaledwie 1,80 euro za kilogram 18 miesięcy wcześniej. W końcu klienci „zastrajkowali" wstrzymując się od zakupów.

    Co poprzedziło tak drastyczny wzrost cen stali nierdzewnych?

    Przez cały 2006 rok europejskie huty nie nadążały za rosnącym popytem na stal nierdzewną, wydłużając terminy dostaw nawet do 4-6 miesięcy, no i podnosząc oczywiście ceny bazowe. Jednocześnie na skutek zwiększonego popytu hut na nikiel i ograniczonej jego podaży, bardzo silnie rosły ceny niklu na giełdzie LME - z ok. 12 tys. USD za tonę w grudniu 2005 do rekordowych 53 tys. USD za tonę w czerwcu 2007. 

    Jeszcze w I kwartale b.r. na rynku występował niedobór materiałów, więc dystrybutorzy i centra serwisowe budowali jak największe zapasy, bo spodziewali się dalszego wzrostu cen. Firmy handlowe z Europy lokowały zamówienia w Azji na niespotykaną wcześniej skalę.

    W pewnym momencie okazało się jednak, że zamiast niedoboru pojawiła się ogromna nadwyżka stali nierdzewnej na rynku! I mimo rosnących jeszcze cen niklu, dystrybutorzy wstrzymali podwyżki cen i zaczęli upłynniać stany magazynowe.  W efekcie spadły zamówienia do hut, a huty z kolei zmniejszyły zakupy niklu. I tak w ciągu dwóch miesięcy cena niklu spadła o ponad połowę do ok. 25 tys. USD za tonę!

    Jak to wpłynęło na ceny stali nierdzewnych na rynku?

    W Europie wybuchła dosłownie panika. Zarówno huty, jak i dystrybutorzy zaczęli „nerwowo" obniżać ceny, zdecydowanie poniżej kosztów produkcji, względnie kosztów zakupu. Nagle wszyscy próbowali sprzedać to, co zgromadzili w poprzednich miesiącach. Obniżka cen wzmocniła tylko „strajk klientów", którzy widząc spadające ceny niklu na giełdzie LME, zaczęli wstrzymywać się od zakupów, oczekując dalszych obniżek w kolejnych tygodniach i miesiącach.

    W efekcie nawet w Niemczech, uchodzących za jeden z najdroższych rynków w Europie, można dziś kupić blachę 1.4301 w cenie poniżej 3 euro/kg. Chociaż jak przyznają dystrybutorzy, często ich cena zakupu przekracza 3,50 euro.

    Co w tej sytuacji zrobiła Nova Trading SA, od lat niekwestionowany lider na rynku w Polsce?

    My nie widzieliśmy potrzeby do tak „nerwowych" reakcji. Z większym umiarem dokonywaliśmy zakupów w poprzednich miesiącach i nie mieliśmy nadmiernych stanów magazynowych. Oczywiście zaczęliśmy obniżać ceny, ale nie do poziomu, kiedy sprzedaż powoduje straty - tak jak to robiła większość naszych konkurentów. Z naszego punktu widzenia, panika, która ogarnęła większość rynku, była zupełnie niepotrzebna! Przecież popyt ze strony klientów finalnych pozostawał na stabilnym wysokim poziomie, a produkcja wyrobów ze stali nierdzewnych nie zmalała!

    Skoro nie najniższymi cenami, to czym Nova Trading SA przyciąga klientów?

    Naszą reputację budowaliśmy przez ponad 17 lat. Nasze ceny są atrakcyjne, ale oferujemy klientom znacznie więcej - solidność obsługi i bardzo wysoką jakość materiałów. Nasze centrum serwisowe - pierwsze w tej części Europy - wyposażone jest w najnowocześniejsze urządzenia do cięcia i szlifowania blach oraz rur i profili. Nie są to wysłużone na Zachodzie maszyny, jakie instalują często w Polsce zachodnie koncerny. My nigdy nie oszczędzaliśmy na jakości! Certyfikat ISO zdobyliśmy już 10 lat temu, jako pierwsi w branży.

    W Polsce Nova Trading SA stawia czoła światowym potentatom w dystrybucji stali nierdzewnych. Jaki macie na to sposób?

    Mamy niewątpliwie najsilniejszy „sales team" w kraju - 50 handlowców, często od kilkunastu lat pracujących w naszej firmie, świetnie rozumiejących klientów, specyfikę branży i produktu. To gwarantuje profesjonalizm obsługi klienta, ale też i pewność ustaleń. Tego nie może nikt inny zaoferować!

    Poza tym postrzegamy siebie niemal jako „firmę logistyczną" - przejmujemy na siebie składowanie materiałów i zapewniamy naszym klientom dostawy w trybie z dnia na dzień prosto na produkcję. Zarówno dla zamówień kilku ton jak i kilkuset kilogramów. Ponad 40 samochodów dostawczych codziennie dociera niemal w każde miejsce, gdzie wykorzystywana jest stal nierdzewna w Polsce.

    Jak Pana zdaniem będą się kształtować ceny stali nierdzewnych w najbliższych miesiącach?

    Ha, medal należy się temu, kto to wie! Jesteśmy chyba w najtrudniejszym momencie, by o tym mówić. Ale sądzę, że ceny raczej będą spadać, bo mają z czego.

    Zdradzi Pan plany na przyszłość?

    Od kilku lat silnie rozwijamy eksport! I to już nie tylko na Wschód, do Rosji, Białorusi, na Litwę, Łotwę czy Estonią, gdzie sprzedajemy już od ponad 7 lat, ale i do Europy Zachodniej m.in. do Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku do samych tylko Niemiec sprzedaliśmy kilka tysięcy ton blach! Eksport stanowi około 10 proc. naszej sprzedaży.

    Ku naszemu zaskoczeniu z reguły jesteśmy w stanie zaoferować nie tylko krótsze terminy dostaw do Niemiec, ale także wyższą jakość blach i lepszy standard pakowania materiałów niż praktykowane przez lokalne centra serwisowe. Okazuje się, że standardy stosowane przez nas w Polsce z reguły przewyższają standardy europejskie!

    A co z kolejnymi inwestycjami w maszyny i urządzenia?

    Po zakupach 4 linii do szlifowania i polerowania produktów długich oraz urządzeń do szlifowania i cięcia blach, zdecydowaliśmy się zainwestować w niszowy, ale bardzo interesujący segment - produkcję taśm nierdzewnych. W przyszłym miesiącu rozpoczynamy instalację tzw. slittera, czyli urządzenia do cięcia wzdłużnego taśm. Tu nie będziemy pionierami, jednak nasze urządzenie będzie najnowocześniejszym w Polsce i w tej części Europy. Dzięki temu będziemy w stanie zapewnić klientom w regionie wyższy standard jakości taśm niż ten, do którego byli przyzwyczajeni. No i tradycyjnie, postaramy się oferować znacznie krótsze terminy realizacji zamówień.

    Coraz więcej firm dywersyfikuje swoją działalność. Tymczasem Nova Trading SA kojarzona jest ciągle tylko ze stalą nierdzewną.

    Faktycznie tak jest! Ale nie poprzestaliśmy na stalach nierdzewnych. Szukaliśmy rozwiązań  komplementarnych, by bardziej kompleksowo móc obsługiwać naszych klientów. I tak już 7 lat temu założyliśmy spółkę Nicrometal, specjalizującą się w skupie złomu ze stali nierdzewnej i aluminium. Dziś jest to jeden z największych podmiotów na tym rynku. Natomiast od 4 lat dystrybuujemy jako NT także aluminium! W ubiegłym roku sprzedaliśmy kilka tysięcy ton aluminium, co stawia nas w czołówce dystrybutorów! Sporo inwestujemy też w tym obszarze - za 2-3 miesiące będziemy oferować formatki oraz taśmy aluminiowe! To będzie duże wydarzenie na tym rynku!

    Nova Trading SA to już dawno nie tylko stal nierdzewna.

    Może Pan zdradzić, jakie wyniki osiągnęła Nova Trading po ośmiu miesiącach tego roku i jakie prognozujecie na koniec roku?

    Obroty i zysk są porównywalne z wynikami z tego samego okresu poprzedniego roku. Po półroczu były lepsze, ale miesiące wakacyjne były słabsze niż zazwyczaj. Okres od września do grudnia był dla nas zawsze bardzo dobry, więc liczę, że na koniec roku osiągniemy wynik porównywalny z 2006 rokiem lub niewiele mniejszy.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik


    >> Zobacz inne Opinie

    Wielki apetyt na stal zbrojeniową

    „Wielki apetyt na stal zbroje- niową""Konsumpcję pręta żebrowanego w 2007 roku ostrożnie ocenialiśmy na 1 mln ton, ale jestem przekonany, że ta wielkość będzie przekroczona."Rozmowa z Wojciechem Michniewskim, zastępcą dyrektora sprzedaży CMC Zawiercie S.A.


    "Konsumpcję pręta żebrowanego w 2007 roku ostrożnie ocenialiśmy na 1 mln ton, ale jestem przekonany, że ta wielkość będzie przekroczona."

    Rozmowa z Wojciechem Michniewskim, zastępcą dyrektora sprzedaży CMC Zawiercie S.A.


    Dystrybutorzy wyrobów hutniczych oceniają, że w tym roku bardzo dobrze sprzedawał się pręt żebrowany. Czy w Polsce sprzedaż tego produktu wzrasta?
    I to bardzo dynamicznie! Wystarczy spojrzeć na przyrost inwestycji budowlanych w naszym kraju, aby stwierdzić jak szybko i w którym kierunku zmierzamy. Efektem wspomnianego wzrostu w budownictwie jest ciągle rosnąca konsumpcja pręta żebrowanego. Już 2006 rok nas zaskoczył, bo jego zużycie w Polsce wyniosło 920 tys. ton, podczas gdy zakładaliśmy ok. 870 tys. ton. Konsumpcję pręta żebrowanego w 2007 roku ostrożnie ocenialiśmy na 1 mln ton, ale jestem przekonany, że ta wielkość będzie przekroczona.

    Sprzedaż prętów żebrowanych związana jest z koniunkturą w budownictwie. Jakie segmenty tej branży Pana zdaniem będą rozwijać się najdynamiczniej?
    Budownictwo mieszkaniowe, stymulowane głównie przez deweloperów będzie rozwijało się najszybciej spośród wszystkich segmentów rynku budowlanego. Coraz więcej firm angażuje się w budowę mieszkań na sprzedaż, o czym świadczy rosnąca liczba pozwoleń budowlanych wydawanych na tego typu projekty. Najbardziej rozwijającymi się ośrodkami są Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, a także Łódź i Katowice.

    O prawie 10 proc. wzrasta też segment budownictwa niemieszkaniowego. Przewiduje się, że w kolejnych latach, począwszy od 2008 wzrost nieco osłabnie i wyniesie ok. 5-6 proc. rocznie. I będzie tak, mimo nieustannie pojawiających się przeszkód oraz kłopotów jak np. brak rąk do pracy, okresowe braki materiałów budowlanych, wzrastające koszty produkcji itp.

    Ciągle nie możemy być zadowoleni z postępów budownictwa drogowego, ale nie ulega wątpliwości, że musimy rozbudować sieć dróg i autostrad. Problemy administracyjne, niepełne wykorzystanie środków unijnych, brak wykwalifikowanej kadry, ale także niewykwalifikowanej siły roboczej oraz sygnalizowany coraz mocniej niedobór materiałów budowlanych, spowodują częściowe wykorzystanie potencjału budownictwa inżynieryjnego. Jednakowoż pracujemy na otwartym i konkurencyjnym rynku, który nie znosi próżni, dlatego należy spodziewać się rozwiązania lub przynajmniej poważnego zniwelowania napotykanych przeszkód. A to w kolejnych latach powinno doprowadzić do lepszego wykorzystania środków unijnych i spowoduje ok. 15-procentowy wzrost robót inżynieryjnych.

    Wspomniał Pan o brakach materiałów budowlanych. Producenci cementu alarmują, że choć wytwarzają 18 mln ton rocznie, to już wkrótce może zabraknąć 500 tys. ton cementu, bo branża od lat nie zwiększa mocy produkcyjnych. Co gorsza, może się zdarzyć, że będzie je musiała ograniczyć ze względu na zmniejszenie przyznanych Polsce limitów CO2. To może być dużym zagrożeniem dla producentów i dystrybutorów stali zbrojeniowej.
    Stali do budowania nie zabraknie, mam nadzieję, że materiałów budowlanych też będzie tyle, ile potrzeba. Znajdą się również ludzie, którzy będą budować. Po prostu zadziała rynek. Nie jestem fachowcem w temacie CO2, chciałbym jednak, żeby cementownie w Polsce mogły wyprodukować tyle materiału, ile będzie potrzebować budownictwo. Każde ograniczenie uprawnień do emisji CO2 powoduje zmniejszenie wolumenu produkcji. Nie mam wątpliwości, że ograniczenie przez UE limitu emisji o ok. 27 proc. w momencie tak dynamicznego rozwoju gospodarki polskiej jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem, bo spowoduje ograniczenie produkcji w różnych dziedzinach.

    Są też dobre sygnały dla budownictwa: organizacja Euro 2012, pieniądze ze środków pomocowych UE, rządowe plany budowy mieszkań i dróg. Producenci i dystrybutorzy mogą spodziewać się wzrostu zapotrzebowania na stal zbrojeniową.
    Ten wzrost popytu już trwa, różne opracowanie mówią o ok. 10-procentowym wzroście rocznym przez okres kolejnych 7 do 10 lat. A mamy jeszcze ciągle niewykorzystane środki i możliwości. Oto kilka przykładów: konsumpcja stali na mieszkańca Polski jest o połowę mniejsza w porównaniu z mieszkańcem starej UE. Przewidywany wzrost produktu krajowego brutto zamiast 6,1 proc. wynosi 6,5 proc. Prognozy zakładają 2,4 proc. zamiast przewidywanych 2 proc. średniorocznej inflacji, ale jest to ciągle umiarkowany wskaźnik.

    Na tempo wzrostu gospodarczego Polski wpływ mają miliardy euro unijnych funduszy, ale jest to tylko jeden z czynników. Na liście krajowych inwestycji, które będą dotowane z unijnych pieniędzy znalazło się 70 projektów związanych z organizacją Euro 2012 wartych ok. 24,4 mld euro. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ogłosiło zaktualizowaną listę 350 strategicznych przedsięwzięć dla rozwoju kraju tzw. indywidualnych projektów kluczowych, które będą współfinansowane z funduszy unijnych na sumę 42,5 mld euro. Nie mówię, że jesteśmy skazani na sukces, ale mamy przed sobą pewne wyzwania.

    Może Pan powiedzieć, jakie wyniki osiągnęła spółka w tym roku finansowym?
    CMC Zawiercie produkuje 1,2-1,3 mln ton wyrobów tj. prętów żebrowanych, walcówki w kręgach, prętów płaskich, prętów gładkich, kątowników. Zdecydowana większość produktów jest rzeczywiście przeznaczona dla budownictwa, ale nie wyłącznie. Dostarczamy nasze towary także do innych gałęzi przemysłu. Nasz rok finansowy zakończył się 31 sierpnia. W porównaniu z ubiegłym osiągnęliśmy dużo lepsze wyniki, ale więcej nie mogę powiedzieć. CMC jako spółka notowana na giełdzie w Nowym Yorku jest zobowiązana do ogłoszenia swoich wyników w określony sposób.

    Ten dobry rezultat to w dużej mierze efekt dobrej sprzedaży prętów w I i II kwartale tego roku.
    Pierwsze półrocze było bardzo dobre, głównie dzięki łagodnej zimie. Budownictwo nie spowolniło swoich inwestycji i budowało „pełną parą" przez miesiące zimowe, które zazwyczaj są miesiącami postoju. Do tego dołożyły się oczywiście dotacje europejskie, plany rozbudowy dróg i autostrad oraz dobre warunki ekonomiczne w całej Europie. W tym okresie ceny prętów ciągle wzrastały. Pierwsze podwyżki cen zanotowaliśmy już w grudniu 2006 roku, co było ewenementem. W następnych miesiącach podwyżki dochodziły nawet do 100 zł miesięcznie! W połowie roku do Polski napłynęło wiele ton prętów z importu, przez co krajowi producenci obniżyli ceny.

    Jednak w drugim półroczu sprzedaż prętów zmalała. Biorąc pod uwagę cykl koniunkturalny wydarzyło się to zbyt szybko, ale wracając do wspomnianego braku zimy mógł to być efekt przyspieszonego cyklu. Nie bez znaczenia dla takiego obrazu rynku były też następujące fakty:
    - wyjątkowo duży popyt spowodował wywindowanie cen, nie tylko pręta żebrowanego, ale generalnie materiałów budowlanych, co z kolei spowodowało znaczny wzrost, często nie przewidziany kosztów inwestycji. Inwestorzy stanęli przed dylematem: zmieniać kosztorysy czy robić nowe przetargi. To spowodowało spowolnienie lub zatrzymanie niektórych inwestycji.
    - okresowo pojawiające się braki materiałów budowlanych
    - i obecnie nasz największy problem tj. brak siły roboczej.

    Jaka Pana zdaniem będzie tendencja sprzedaży prętów w końcówce roku?
    Pod koniec roku kalendarzowego ze względu na zimę zawsze następuje spowolnienie prac budowlanych. Dlatego historycznie jest to czas mniejszego popytu i mniejszej produkcji pręta żebrowanego. Zbrojarnie będą produkowały nieustannie, ale dystrybutorzy będą zmniejszali swoje stany zapasów. Należy jednak zaznaczyć, że jeśli znowu nie będzie u nas prawdziwej zimy, spadek popytu może być mały lub bardzo krótki.

    W dłuższej perspektywie prognozy dla rynku stali zbrojeniowych są dobre. Chyba właśnie dlatego budujecie w Zawierciu walcownię prętów. Ma kosztować 170 mln dolarów i produkować do 650 tys. to prętów. Jakie znaczenie ma ta inwestycja dla CMC Zawiercie?
    Inwestujemy w zwiększoną i szerszą gamę produkcji, ponieważ czujemy wyzwania, jakie stawi przed nami sytuacja Polski i społeczności lokalnej. Widzimy możliwości wykorzystania poprawiającej się sytuacji gospodarczo-ekonomicznej i to jest motorem naszych działań. Rozpoczęliśmy już budowę nowej linii walcowania walcówki, natomiast rozpoczęcie budowy nowej walcowni, o którą Pan pyta rozpoczniemy zaraz po ostatecznych uzgodnieniach kontraktowych, które są właśnie w końcowej fazie. Pozwoli nam to wpisać się we wzrost konsumpcji na rynku, ale przede wszystkim polepszyć obsługę naszych klientów poprzez dostępność materiału i szerszy zakres asortymentowy.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik


    >> Zobacz inne Opinie

    ArcelorMittal SSC: gigant rośnie w siłę

    „Arcelor Mittal SSC: gigant rośnie w siłę""Zapotrzebowanie na usługi serwisowe blach będzie się zwiększać, choć nie wiem, czy już z tak dużą dynamiką. Moce produkcyjne również będą rosnąć, bo na polski rynek chcą wejść nowi gracze."Rozmowa z Markiem Doliną, prezesem ArcelorMittal SSC Polska Sp. z o.o.


    "Zapotrzebowanie na usługi serwisowe blach będzie się zwiększać, choć nie wiem, czy już z tak dużą dynamiką. Moce produkcyjne również będą rosnąć, bo na polski rynek chcą wejść nowi gracze."

    Rozmowa z Markiem Doliną, prezesem ArcelorMittal SSC Polska Sp. z o.o.


    Ilu zakładom Pan szefuje?

    W skład ArcelorMittal SSC Polska wchodzą: AMSSC Bytom, AMSSC Wałbrzych, HTS - Stal Handel Kraków i uruchamiany pod koniec tego roku AMSSC Kraków.  HTS - Stal Handel Kraków przetwarza i sprzedaje taśmy i arkusze z blach o jakości innej niż pierwsza. W zakładzie w Bytomiu tniemy blachy na taśmy, arkusze i formatki, w Wałbrzychu - na taśmy i arkusze. Ich odbiorcami są poddostawcy branży motoryzacyjnej, fabryki sprzętu AGD oraz przemysł metalowy i budownictwo.

    Ile blach sprzedał ArcelorMittal SSC Polska w pierwszym półroczu tego roku?

    Zakład w Bytomiu sprzedał ponad 90 tysięcy ton, podczas gdy w tym samym okresie poprzedniego roku sprzedaż wyniosła 70 tysięcy ton.

    Z pewnością obroty AM SSC Polska znacząco wzrosną, gdy uruchomicie centrum serwisowe blach w Krakowie.

    Nastąpi to na przełomie listopada i grudnia tego roku. W krakowskim centrum serwisowym zainstalujemy trzy linie: do cięcia poprzecznego blach gorących o szerokości do 2000 mm, grubości do 16 mm i zdolnościach produkcyjnych do 300 tys. ton rocznie. Linia do cięcia wzdłużnego blach cienkich na taśmy o szerokości do 1650 mm i grubości do 4 mm będzie miała zdolność przerobu 90 tys. ton rocznie. Linia do cięcia poprzecznego blach cienkich o szerokości do 1650 mm i 3 mm grubości będzie mogła przerobić 60 tys. ton blach rocznie. Na wszystkich liniach można będzie przyjmować kręgi o wadze do 35 ton.

    W krakowskim centrum serwisowym blach początkowo będzie pracować 30-40 osób, ale docelowo 120-150. Liczymy, że pełną moc produkcyjną osiągniemy po roku. Pracownicy krakowskiego centrum przejdą szkolenie w naszym zakładzie w Bytomiu oraz praktykę w jednym z centrów serwisowych w Europie Zachodniej. Centrum serwisowe w Krakowie będzie z pewnością największe w Polsce. Urządzenia montowane w SSC w Krakowie są liniami sprawdzonymi w produkcji w centrach serwisowych  ArcelorMittal w Europie Zachodniej i po modernizacji będą uruchomione w Krakowie.

    W lipcu ArcelorMittal Poland uruchomił walcownię gorącą blach w Krakowie. Budowa krakowskiego centrum serwisowego została pewnie zsynchronizowana z tamtą inwestycją.

    Oczywiście, będziemy przerabiać blachy z nowej walcowni gorącej, które trafią do producentów wyrobów finalnych oraz do dystrybutorów.

    To jedyna inwestycja AM SSC Polska w tym roku?

    Już w czerwcu w Bytomiu uruchomiliśmy zakład wycinania i gięcia blach. Produkujemy tam prefabrykaty wykorzystywane np. do produkcji sprzętu AGD, szaf sterowniczych, regałów czy meblościanek. Na razie - pilotażowo - pracuje tam jedna linia produkcyjna. Jeśli jednak sprzedaż tych wyrobów będzie zadowalająca, uruchomimy drugą linię.

    W tym roku centra serwisowe w Polsce uruchomiło już kilka firm: Voestalpine w Tychach, ThyssenKrupp Stal Serwis Polska - w Dąbrowie Górniczej, Stalprodukt SA - postawił kolejną linię cięcia blach w Bochni. Skąd taki wysyp centrów serwisowych?

    Takie jest zapotrzebowanie rynku. W Polsce powstają np. nowe fabryki motoryzacyjne albo sprzętu AGD, niektóre zakłady są przenoszone do naszego kraju z Europy Zachodniej. Inwestorzy chcą w Polsce korzystać z tych samych dostawców i rozwiązań logistycznych, z jakich korzystali na Zachodzie. Dlatego dostawcy blach muszą podążać za swoimi klientami i budować centra serwisowe w Polsce czy Europie Centralnej.

    Jeszcze w 2004 roku zapotrzebowanie na usługi serwisowe blach w Polsce szacowano na 600 tys. ton, w tym roku - na prawie 2 mln ton. Czy Pana zdaniem rynek usług serwisowych blach będzie nadal rozwijał się tak dynamicznie?

    Sądzę, że zapotrzebowanie na takie usługi będzie się zwiększać, choć nie wiem, czy już z tak dużą dynamiką. Moce produkcyjne również będą rosnąć, bo na polski rynek chcą wejść nowi gracze. Mówi się, że centrum serwisowe chce wybudować w Polsce południowokoreański koncern Posco.

    Swoje moce produkcyjne rozbudowują także duzi konkurenci jak Voestalpine, ThyssenKrupp-Energostal czy Drozapol-Profil oraz niezależne centra serwisowe jak RBB-Stal czy MG Murbet. Ale wszystko zależy od popytu, oferta produkcyjna będzie dostosowywana do potrzeb rynku.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik


    >> Zobacz inne Opinie

    Stalprodukt-Centrostal Kraków: inwestycje, rozwój, synergia

    „Stalprodukt -Centrostal Kraków: inwestycje, rozwój, synergia""Czekamy na odbudowę rynku w segmencie prętów dla budownictwa. W sierpniu pojawiły się sygnały o większym zapotrzebowaniu i wzroście cen, więc możliwe jest odbicie już we wrześniu."Rozmowa z Józefem Ryszką, prezesem Stalproduktu-Centrostalu Kraków Sp. z o.o.


    "Czekamy na odbudowę rynku w segmencie prętów dla budownictwa. W sierpniu pojawiły się sygnały o większym zapotrzebowaniu i wzroście cen, więc możliwe jest odbicie już we wrześniu."

    Rozmowa z Józefem Ryszką, prezesem Stalproduktu-Centrostalu Kraków Sp. z o.o.


    Skąd taka rozbudowana nazwa spółki?
    Centrostal Kraków to firma z tradycjami, od 1937 roku zajmowała się sprzedażą wyrobów stalowych. W 1997 roku spółka została przejęta przez Stalprodukt SA, który ma 100 proc. udziałów Centrostalu Kraków. Razem z ośmioma innymi spółkami należymy do Grupy Stalproduktu, jesteśmy w niej największym dystrybutorem wyrobów hutniczych.

    Jak ocenia Pan wyniki Stalproduktu-Centrostalu Kraków po pierwszym półroczu?
    Są bardzo dobre, sprzedaliśmy 103 tys. ton wyrobów stalowych za ponad 249 mln zł. W pierwszym półroczu 2006 roku sprzedaliśmy 82 tys. ton wyrobów hutniczych za prawie 165 mln zł. Widać więc znaczną dynamikę sprzedaży.

    Co najlepiej się sprzedawało?
    Oczywiście kształtowniki zimnogięte, bo to nasze „oczko w głowie". W Polsce jesteśmy liderem sprzedaży tych wyrobów, a Stalprodukt SA - liderem produkcji. Dobrze sprzedawały się również wyroby płaskie, głównie blachy gorąco i zimno walcowane. Zdecydowaną większość tych wyrobów kupujemy w krakowskim oddziale ArcelorMittal Poland, pozostałą część, ze względu na dywersyfikację, u różnych dostawców. W pierwszym kwartale tego roku, jak prawie wszyscy dystrybutorzy, korzystaliśmy z hossy na pręty żebrowane. Niestety, w drugim kwartale zapotrzebowanie zmalało, a ceny spadły o prawie 30 proc. Takich spadków na szczęście nie było w przypadku blach oraz kształtowników zimnogiętych. Teraz czekamy na odbudowę rynku w segmencie prętów dla budownictwa. W sierpniu pojawiły się sygnały o większym zapotrzebowaniu i wzroście cen, więc możliwe jest odbicie już we wrześniu.

    Grupa Stalproduktu zapowiedziała, że w latach 2006-2008 na inwestycje w swoje spółki przeznaczy wszystkie swoje zyski czyli 150 mln zł. Czy część tej kwoty zostanie zainwestowana w Stalprodukt-Centrostal Kraków?
    Grupa ciągle inwestuje w nasz rozwój. Obecnie mamy osiem oddziałów w największych miastach Polski południowej, zachodniej i północnej oraz 9 biur handlowych. Na przełomie września i października uruchomimy w Poznaniu dziewiąty magazyn. Dzięki niemu, będąc bliżej klienta, będziemy mogli oferować naszym odbiorcom towar składowany pod dachem, nie narażony na skutki działań czynników atmosferycznych oraz kompletowany według jego indywidualnych oczekiwań. Docelowo zatrudnimy tam 20 osób.

    Dla nas ważne są też inwestycje Grupy Stalproduktu, które przyczyniają się do poszerzenia asortymentu. A temu służą inwestycje w centra serwisowe blach. Do tej pory mieliśmy agregat do cięcia wzdłużnego blach gorącowalcowanych oraz do cięcia poprzecznego blach zimnowalcowanych. W lipcu, w Bochni uruchomiliśmy agregat do poprzecznego rozkroju blach gorącowalcowanych. To jedyna w Polsce linia umożliwiająca cięcie kręgów o wadze do 35 ton, grubości do 16 mm i szerokości do 2150 mm. Lipcowa inauguracja produkcji nie była przypadkowa: w tym samym miesiącu w krakowskim oddziale ArcelorMittal Poland uruchomiono nową walcownię gorącą blach. Nasz nowy agregat do cięcia poprzecznego jest przystosowany do rozkroju kręgów produkowanych w tej walcowni. Dzięki temu będziemy mogli zaoferować naszym klientom nowe wyroby. Liczymy też, że pozyskamy nowych, szczególnie z branży motoryzacyjnej oraz produkcji sprzętu AGD. A na początku 2008 roku w Tarnowie Grupa Stalproduktu uruchomi czwarty agregat do rozkroju wzdłużnego blach zimnowalcowanych.

    Do tej pory do przemysłu motoryzacyjnego, AGD czy meblarskiego trafiały blachy zimnowalcowane, teraz gorącowalcowane. Skąd ta zmiana?
    Blachy zimno- i gorącowalcowane mają różne właściwości, szczególnie jeśli chodzi o możliwości tłoczenia. Blachy zimnowalcowane mają również powierzchnię o wiele lepszej jakości, którą łatwiej malować czy powlekać powłokami organicznymi lub nieorganicznymi. Takich blach wymaga branża producentów AGD czy np. meblarska, gdzie niektóre elementy muszą trafić np. do chromowania. Jednak dzięki możliwości produkcji coraz cieńszych blach gorącowalcowanych (np. 1,2 mm) o coraz lepszych parametrach podejmowane są w tych branżach działania zmierzające do zastąpienia blach zimnowalcowanych blachami gorącowalcowanymi.

    Dla huty oznacza to skrócenie cyklu produkcyjnego, bo blacha z walcowni gorącej nie trafia już do walcowni zimnej. Natomiast dla przemysłu motoryzacyjnego pracuje się nad blachami zimnowalcowanymi wielofazowymi (np. TRIP), które przy niższej masie (wpływa na zużycie benzyny) mają lepszą zdolność do pochłaniania energii i oczywiście doskonałą tłoczność.

    Polska otrzymała prawo organizacji Euro 2012 i wiadomo, że musimy zbudować 1200 km autostrad i dróg ekspresowych. Kilka dni temu media poinformowały, że Unia Europejska przeznaczy 10 mld euro na wsparcie inwestycji drogowych w Polsce. Dla Grupy Stalproduktu, producenta i dystrybutora wyrobów stalowych to muszą być świetne informacje!
    Jako Grupa liczymy oczywiście na wymierne korzyści. Jesteśmy dużym producentem barier energochłonnych, mamy ich ocynkownię, stworzyliśmy też spółkę Stalprodukt-MB, która zajmuje się montażem barier przy drogach. Produkcja i montaż barier dźwiękochłonnych oraz antyolśnieniowych montowanych między pasami autostrad to domena naszej krakowskiej spółki STP Elbud, która przez lata budowała maszty energetyczne i nadal się tym zajmuje.

    To daje możliwości rozwoju całej Grupie, bo choć bariery dźwiękochłonne budowane są z różnych materiałów, to do ich konstrukcji używane są kształtowniki produkowane m.in. przez spółki z Grupy Stalproduktu. Potrafimy wykorzystać swój potencjał.


    Dziękuję za rozmowę.

    Jacek Szczepanik

    Stalprodukt-Centrostal Kraków Sp. z o.o.
    Po prywatyzacji w 1997 roku należy do Grupy Stalproduktu. Jest jednym z największych w Polsce dystrybutorów wyrobów hutniczych. Ma oddziały w Krakowie, Tarnowie, Gliwicach, Wrocławiu, Włocławku, Szczecinie, Koszalinie i Gdyni oraz dziewięć biur handlowych. W oddziałach są kryte hale magazynowe o łącznej powierzchni ponad 46 tys. metrów kw. Spółka oferuje klientom pełny asortyment wyrobów, ale specjalizuje się w sprzedaży blach węglowych oraz produkowanych przez Stalprodukt SA kształtowników zimnogiętych.
    Stalprodukt-Centrostal Kraków jest członkiem Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.


    Stalprodukt S.A.
    Spółka powstała w 1992 roku jako Zakład Przetwórstwa Hutniczego Stalprodukt SA z działających w Bochni dwóch wydziałów produkcyjnych Huty im. T. Sendzimira w Krakowie. Od sierpnia 1997 roku Spółka jest notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. W latach 1997-1999 powstała Grupa Kapitałowa Stalproduktu.
    Grupa Stalproduktu produkuje m.in. kształtowniki zimnogięte, blachy elektrotechniczne, transformatorowe, elementy konstrukcji stalowych. Swoje zakłady produkcyjne ma w Bochni i Tarnowie, tam też są centra serwisowe blach. Stalprodukt SA ma 51 proc. udziałów w wybudowanej wspólnie z Zakładami Górniczo-Hutniczymi „Bolesław" ocynkowni w Bukownie.
    W 2005 roku Grupa Stalproduktu powiększyła się o kolejną spółkę zależną - STP Elbud. Ta krakowska firma produkuje konstrukcje stalowe oraz ekrany dźwiękochłonne. Ma własną ocynkownię ogniową.
    W pierwszym półroczu 2007 roku przychody Grupy Stalproduktu wyniosły 824,8 mln zł i były o 43,9 proc. większe, niż tym samym okresie 2006 roku. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 236,9 mln zł (wzrost o 66,3 proc.), natomiast zysk netto 192 mln zł (wzrost o 68,4 proc.).

    >> Zobacz inne Opinie

    Kreacja & produkcja: DirektPoint.pl