Wciąż sprzątamy po kryzysie
Stalprofil opublikował właśnie wynik za 2009 r. Udało się wam wypracować zysk netto. Czy to znaczy, że sytuacja w branży stalowej wraca do normy?
Jeszcze co najmniej do końca 2010 r. odczuwać będziemy skutki załamania gospodarczego, jakie rozpoczęło się w połowie 2008 r. Rynek, choć następuje na nim systematyczna, powolna poprawa, wciąż jest niestabilny. Wzrost cen wyrobów stalowych to w głównej mierze efekt polityki handlowej hut. Gorzej wygląda sprawa popytu ze strony odbiorców końcowych. Tu żadnych znaczących wzrostów nie notujemy.
Trudna jest też sytuacja wielu, głównie mniejszych, dystrybutorów stali. Z powodu kłopotów finansowych część z nich utraciła limity kredytowe nadawane przez instytucje ubezpieczeniowe. Tym samym straciły możliwość współpracy z hutami, które nie chcę brać na siebie ryzyka wynikającego z handlu z tego typu podmiotami. Firmy takie chcąc zaopatrzyć się w towar zwracają się do dużych dystrybutorów, jak np. Stalprofil.
Dobiega końca pierwszy kwartał 2010 r. Czy czymś on Pana zaskoczył?
Nie stało się w jego trakcie nic takiego, czego bym się nie spodziewał. Nasza sprzedaż, podobnie jak i cały rynek, utrzymuje się w delikatnym trendzie wzrostowym. To pozwala nam prognozować, iż wyniki finansowe spółki, jak i całej grupy po pierwszych trzech miesiącach roku będą pozytywne.
Inwestycje infrastrukturalne w Polsce z etapu zapowiedzi powoli wchodzą w etap realizacji. Czy w związku z tym spodziewa się Pan poprawy koniunktury w branży stalowej?
Z pewnością w dłuższej perspektywie tak właśnie się stanie. Wcześniej jednak nie obejdzie się bez kłopotów. Kontrakty infrastrukturalne, np. dotyczące budowy dróg zawierane są na bardzo niskim poziomie. Generalni wykonawcy naciskają na dostawców, aby ci coraz bardziej obniżali ceny. Tymczasem koszty związane z zakupem stali, ale i innych materiałów rosną.
Niebawem podmioty zaangażowane w realizację inwestycji infrastrukturalnych mogą stanąć przed alternatywą: albo zrywamy umowę i płacimy stosowne kary, albo realizujemy kontrakt ze stratą. Jednak wybór każdej z tych opcji oznaczać będzie starty. Myślę, że już wiosną problem ten ujawni się z niezwykłą mocą. Z placów budów mogą znikać kolejne firmy, a inwestorzy będą poszukiwali nowych kooperantów. Jednak ci nie będą chętni, aby przystać na wynegocjowane wcześniej, zbyt niskie, jak na dzisiejsze realia stawki.
Zjawisko to z pewnością przyspieszy zmiany na rynku dystrybucji i przetwórstwa stali. Już dziś słychać głosy, że niebawem ruszy zapowiadana od dawna konsolidacja rynku. Czy Stalprofil zamierza uczestniczyć w tym procesie?
Tak, jednak wszystkie związane z tym plany odkładamy na 2011 r. Wcześniej, jeszcze w tym roku, chcemy wprowadzić na giełdę jedną ze spółek naszej grupy – Izostal. Dzięki temu zdobędzie ona pieniądze na dokończenie inwestycji, które do tej pory pochłonęły ok. 80 mln zł. Finansowanie ze strony Stalprofilu przestanie być potrzebne. Uwolnione środki przeznaczymy m.in. na akwizycje. Nie będziemy się jednak skupiać na rozszerzaniu struktury związanej z dystrybucją stali. Chcemy w dalszym ciągu dywersyfikować działalność i inwestować w przetwórstwo stali oraz produkcję wyrobów gotowych.
Rozmawiał: Andrzej Michalski-Stępkowski
Informacje o firmie
Stalprofil jest jednym z największych dystrybutorów stali w Polsce, oferującym wyroby hutnicze w sprzedaży krajowej i zagranicznej. Firma realizuje swoją działalność poprzez dwa składy handlowe w Dąbrowie Górniczej i Katowicach. Akcje Stalprofilu są od 2000 roku notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.








